czwartek , Listopad 21 2019
Home / Okiem aparatu / Yamaha XT 500

Yamaha XT 500

Gdyby zapytać znawców tematu o najważniejsze motocykle w historii, to znaczy takie, które były przełomowe z technicznego punktu widzenia i takie, które walnie przyczyniły się do popularyzacji motocyklizmu, zapewne wielu z nich na pierwszym miejscu postawiłoby Hondę CB 750 Four, a zaraz za nią Yamahę XT 500. Hondą zajmiemy się innym razem, a teraz skorzystajmy z okazji, że przed redakcyjnym obiektywem stanęła doskonale utrzymana Yamaha XT 500 z 1977 roku.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Czy zauważyliście, że jak coś jest popularne w USA, prawie natychmiast robi się popularne niemal na całym świecie? W każdym razie w motocyklizmie ta zasada doskonale się sprawdza. Tak też było w przypadku XT 500. Model ten został zaprezentowany w USA w 1975 roku, a na starym kontynencie pojawił się rok później. Był tak inny od tego, czym wówczas fascynowali się motocykliści, że początkowo fachowcy z branży nie wróżyli mu sukcesu. Stało się jednak inaczej. Motocykl produkowano w latach 1976-89, a w samej Francji do 1990 roku sprzedano 62000 sztuk. Wróćmy na chwilę do USA. Tam już w latach 60. jazda motocyklem w terenie stała się modna. Stąd też produkowane przez europejskich wytwórców scramblery trafiały najczęściej za ocean. W przeddzień debiutu XT 500 amerykańscy entuzjaści jazdy na przełaj mieli do wyboru albo angielskie czterosuwy, albo japońskie dwusuwy małych pojemności. Angielskie motocykle, choć miały swój urok, były w tym czasie już nieco przestarzałe, zaś japońskie dwusuwy były zbyt „mało poważne”. Yamaha XT 500 była więc pierwszym nowoczesnym, dużym, czterosuwowym enduro. Jednocylindrowy silnik o pojemności 500 ccm rozwijał moc 33 KM. To mniej niż miały ówczesne szosowe pięćsetki, ale XT 500 był od nich znacznie lżejszy – ważył zaledwie 155 kg, a silnik rozwijał moc płynnie już od niskich obrotów. Motocykl był przy tym zwrotny, więc nie tylko w terenie, ale również w mieście i na krętych szosach sprawował się doskonale. Maszynę cechowała niezwykła prostota i to było jej głównym atutem. Yamaha XT 500 z miejsca zdobyła uznanie nie tylko w Stanach. W Europie wybierali ją ci, którzy chcieli zaznać offroadowej wolności i ci, którzy chcieli się wyróżniać, bowiem prosty singiel był czymś zupełnie odmiennym od ciężkich i szybkich, ale drogich i skomplikowanych czterocylindrówek. Motocykl charakterem przypominał nieco klasyczne angielskie single, ale w przeciwieństwie do nich nie zostawiał po sobie plam oleju i raźno wkręcał się w obroty. Miał bowiem krótkoskokowy charakter i mniejsze masy wirujące. Popularność modelu wybuchła po zwycięstwach Cyrila Neveau w rajdzie Paryż Dakar w latach 1979 i 1980. XT 500 szybko stał się ulubieńcem motocyklowych podróżników. Dzięki swej prostocie XT 500 znosił eksploatację nawet w najgorszych warunkach i odznaczał się dużą niezawodnością.  W latach 80. nastąpił żywiołowy rozwój motocykli typu enduro. Kojarzyły się z przygodą, z odkrywaniem egzotycznych miejsc. Mimo że pojawiały się coraz to nowe konstrukcje dysponujące większą mocą, prosta i lekka XT 500 jeszcze przez długie lata pozostawała w ofercie i miała swych zagorzałych zwolenników. Dziś wraca w postaci zasłużonego youngtimera oraz jako baza customowych wariacji.

Egzemplarz, który widzicie na zdjęciach należy do Łukasza. Mimo młodego wieku (25 lat) jego przygoda z warczącymi jednośladami trwa już dość długo. Pierwsze doświadczenia zdobywał już w wieku dziesięciu lat dosiadając motorynki. Potem przesiadł się na skutery –Aprilię i Yamahę Aerox. Kolejnymi jego sprzętami były Yamaha DT 50 i DT 125. Pierwszy czterosuw, to Yamaha SR 250, którą przerobił na scramblera. Z racji wysokiego wzrostu Łukasz najlepiej czuje się na motocyklach typu enduro. Yamaha XT 500 od lat była jego marzeniem. Po sprzedaży SR 250 udało się to marzenie zrealizować. Łukasz nawiązał kontakt ze znanym naszym czytelnikom Christianem Boosenem, który prowadzi w Warszawie warsztat customowy 86 Gear. Christian jest rodowitym Niemcem i ma za naszą zachodnią granicą wiele wypróbowanych kontaktów, toteż ze znalezieniem odpowiedniego egzemplarza nie było większego problemu. By koszt zakupu utrzymać w rozsądnych granicach, Christian wyszukał egzemplarz, który wymagał renowacji, ale był kompletny i w pełni sprawny technicznie. Motocykl, który prezentujemy pochodzi z 1977 roku i przed przyjazdem do Polski miał w Niemczech dwóch właścicieli. Pierwszy był posiadaczem XT 500 tylko przez kilka miesięcy. Nie radził sobie z nożnym rozruchem dużego singla i postanowił go sprzedać. Następny właściciel używał motocykl przez około 36 lat, ale też nie można powiedzieć, by eksploatował motocykl intensywnie, bo Yamaha ma w kołach około 80.000 km. Dla porównania,  mojemu Harleyowi po ośmiu sezonach właśnie stuknęło 100 tys. km. Poprzedni właściciel zdążył jeszcze przeprowadzić remont silnika, dzięki czemu, kiedy Yamaha dotarła do Warszawy, Łukasz musiał jedynie przerejestrować pojazd, wymienić płyny eksploatacyjne, naładować akumulator i już mógł cieszyć się jazdą. Po dwóch sezonach użytkowania maszyna ponownie trafiła do warsztatu Christiana, by przejść renowację. Silnik dostał nowe uszczelniacze oraz został pomalowany farbą żaroodporną. Ramę i sprężyny tylnych amortyzatorów pomalowano proszkowo. Tata Łukasza zajął się naprawą kanapy, która była już mocno „wysiedziana”. Na kierownicy pojawiły się nowe manetki. Nowe są również boczki i przedni błotnik, natomiast tylny błotnik został pomalowany. Jedynie zbiornik paliwa zachował oryginalną patynę, co dodaje motocyklowi uroku, jest on jednak zabezpieczony od wewnątrz przed korozją.

Łukasz jest bardzo przywiązany do swojej Yamahy i nie zamierza się z nią rozstawać. W ciągu dwóch i pół roku nawinął kolejne 10 tys km. Nie można więc powiedzieć, że XT 500 jest intensywnie eksploatowany na co dzień. W końcu starszej pani należy się szacunek. Za jakiś czas w garażu Łukasza pojawi się nowy motocykl, oczywiście typu dual sport, a XT 500 będzie od czasu do czasu wyprowadzany z garażu, by przewietrzyć cylindry lub wziąć udział w jakiejś klimatycznej youngtimerowej imprezie. Jazda tym motocyklem sprawia dużo radości, a jego utrzymanie nie jest specjalnie kłopotliwe, ponieważ istnieją firmy, które oferują nowe części do tego modelu. Ilość jego entuzjastów rozsianych po całym świecie wciąż jest bardzo liczna. Pisząc te słowa sam nabrałem apetytu, by sprawić sobie coś takiego. Zresztą sami popatrzcie na zdjęcia. Ten motocykl po prostu ma to coś. Jego styl i urok jest nieśmiertelny.

Sprawdź także

Policjant na emeryturze

  Zanim ten Harley trafił do Polski pełnił służbę w amerykańskiej policji. Patrząc na jego …

Dodaj komentarz