sobota , Czerwiec 15 2019
Home / Okiem aparatu / Wszystkie drogi prowadzą do Przywidza

Wszystkie drogi prowadzą do Przywidza

Zawsze wiedziałem, że jak w jednym miejscu spotka się grupa nadających na tych samych falach entuzjastów, to razem muszą stworzyć coś fajnego. Custom Days, impreza organizowana wspólnymi siłami Rotten Rat, Cafe Racer Club Poland oraz Bartka Wajera – gospodarza ośrodka „Zielona Brama” to niezwykle pozytywna „zadyma”. Jeśli pojedziesz tam raz, to będziesz wracał co roku, gwarantuję!

Tekst: Lech Wangin

Zdjęcia: Autor, Bartosz i Kamila Wangin

Na Pomorzu działa silna grupa motocyklistów zakręconych na punkcie customizingu, motocykli nie najnowszych i sportowej rywalizacji w starym stylu. Poznałem ich już kilka lat temu goszcząc na imprezach w Gdańsku i Człuchowie. W zeszłym roku dowiedziałem się, że szykują coś nowego, mówiąc w wielkim skrócie miało to być połączenie customowej wystawy z amatorskimi wyścigami flat track w stylu hooligan race. Na pierwszej imprezie Custom Days w ośrodku „Zielona Brama” w Przywidzu niestety nie mogłem być, ale redakcję reprezentował Bartek i wrócił zachwycony. Obiecałem sobie, że w tym roku nie odpuszczę i do Przywidza na Kaszubach pojadę. Udaliśmy się w trasę w niemal pełnym redakcyjnym składzie, to znaczy piszący te słowa, Bartek i Kamila. Custom Days jest imprezą jednodniową, więc by nie stracić żadnego z punktów programu na miejscu zameldowaliśmy się w piątek wieczorem, by nazajutrz już od rana być w pełnej reporterskiej gotowości. O klimacie panującym na imprezie decydują ludzie, którzy ją organizują, sami uczestnicy i miejsce w którym się odbywa. Jeśli chodzi o ludzi, to znaczną ich część już znałem, więc o „czynnik ludzki” byłem spokojny. Wiedziałem, że w ich towarzystwie nie sposób się nudzić. No i nie zawiodłem się. Klimat Custom Days można określić krótko: masa pozytywnych wibracji na najwyższym poziomie. Każdy, kto „żyje motocyklami” a nie tylko na nich jeździ miał tu co robić. Zacznijmy od tego, że na wystawie, którą zorganizowano w hotelowym lobby, zgromadzono bardzo interesującą mieszankę customowych maszyn (przeważał styl oldskulowo-scramblerowy) oraz zacnych klasyków i youngtimerów. Swą reprezentację wystawił również diler Harleya i Indiana z Pomorza, można więc było zapoznać się z nowymi modelami amerykańskich marek, a na wywieszonych planszach poczytać co nieco o historii obu producentów. Można było zobaczyć motocykle startujące w wyścigach zabytkowych maszyn i porozmawiać z ludźmi zaangażowanymi w ten sport. Wokół wyeksponowanych maszyn, z których każda przyciągała oko i zmuszała, by zatrzymać się na dłuższą chwilę i przyjrzeć się detalom, rozlokowano stoiska, gdzie można było zaopatrzyć się w motocyklową odzież i kaski w oldskulowym klimacie. Były też stoiska zasilających customową scenę rękodzielników. Jednym słowem można tu było spotkać wszystko, co w motocyklowym świecie odbiega od sztampy głównego nurtu. Jeśli chodzi o motocykle nowe i fabryczne, to Redu z Ret Hot Chili Customs zaprezentował bardzo stylowe motocykle włoskiej firmy Fantic. Firma ze Szczecina została bowiem dilerem włoskiej marki. Modele Caballero Scrambler 125 i Caballero Flat Track 250 mogliśmy zobaczyć w akcji na flattrackowym torze, a z rozmowy z Redu dowiedzieliśmy się, że w ofercie niebawem pojawi się model o pojemności 500.

Atutem Custom Days jest również samo miejsce. Mamy tu wszystko, co sprzyja aktywnemu spędzaniu czasu. Ośrodek „Zielona Brama” położony jest nad jeziorem w pagórkowatej okolicy. Na miejscu działa stadnina koni, wokół ośrodka rozciągają się rozległe prywatne tereny oferujące możliwość konnej jazdy, kontaktu z natrą z wysokości rowerowego siodełka, czy wreszcie, co najbardziej nas cieszy, pobuszowania po okolicznych offroadowych duktach na motocyklu enduro. Zimą dla odmiany działa wyciąg narciarski. A kiedy już wyciśniecie ostatnie poty jeżdżąc motocyklem w terenie lub uprawiając inne outdoorowe aktywności, możecie uzupełnić zapasy energii korzystając z oferty znakomitej miejscowej gastronomii.

Podczas naszego pobytu w ośrodku oprócz uczestników Custom Days spotkaliśmy również motocyklistów, którzy przyjechali na zajęcia szkółki enduro. Odbywali treningowy rajd po okolicy, a jednym z jego elementów była obfitująca w ciasne nawroty próba sprawnościowa na placu używanym na co dzień przez konnych jeźdźców. Mieliśmy dzięki temu sposobność, by podpatrzeć tajniki techniki jazdy motocyklem terenowym.

Jednym z głównych programów Custom Days były flattrakowe wyścigi Donkey Dash. Rozegrano je pod dachem w miejscu, gdzie trenuje się konie. Owalny tor nie był zbyt wielki, więc rywalizacja odbywała się przy niskich prędkościach, co bez wątpienia zwiększało bezpieczeństwo. To ważne, bo nad driftującym po piaszczystej nawierzchni motocyklem wcale nie łatwo zapanować, tym bardziej jeśli jeździec nie jest się profesjonalistą, a wyścigi mają charakter amatorski. Emocji jednak nie brakowało, więc i publiczność i sami uczestnicy bawili się równie dobrze.

W Przywidzu uderzyło mnie jeszcze jedno: warkot dziesiątek motocykli nie przeszkadzał obecnym na terenie ośrodka entuzjastom bardziej ekologicznych aktywności, ani też nie robił absolutnie żadnego wrażenia na licznych czworonożnych mieszkańcach ośrodka, od szlachetnych wierzchowców poczynając, poprzez „służbowe” psy aż po sympatycznego osła imieniem Tadeusz, którego osobliwość polega na tym, że wydaje mu się iż jest koniem kończąc. Jak się więc okazuje ekologia wcale nie musi być w opozycji z motoryzacją.

Po dniu spędzonym na Custom Days w Przywidzu wracaliśmy do domu naładowani pozytywną energią i z solennym postanowieniem, że będziemy tu wracać co roku.

 

Sprawdź także

Honda VT 1100 Bobber

Motocykl Pawła jest jeżdżącym dowodem, że dysponując skromnym budżetem można „wystrugać” całkiem fajny customowy projekt. …

Dodaj komentarz