piątek , 2 października 2020

Watsonian Thruxton

Bardzo ładny zaprzęg neoklasycznego Triumpha Bonneville Thruxton z równie klasycznym wózkiem bocznym Watsonian. Takich zestawów nie kupuje się gotowych w sklepie. Żeby jeździć takim zaprzęgiem trzeba się wykazać dużą dozą pomysłowości i dołożyć wielu starań by pojazd „skomponować”. Bardziej fascynująca niż sam motocykl jest historia, która kryje się za jego powstaniem.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Właścicielem tego gustownego sidecara jest dobiegający czterdziestki Tomek Dembiński z Warszawy. Z wykształcenia socjolog i marketingowiec pracuje w agencji reklamowej. Motoryzacja jest jego pasją od lat, przy czym, jak sam twierdzi, trochę większą zajawkę ma na samochody. W jego posiadaniu jest kilka klasycznych aut – jedne starsze, drugie młodsze, jedne służą na co dzień, inne od święta. Przygoda z warczącymi jednośladami zaczęła się przez przypadek kilkanaście lat temu od przejażdżki skuterem Aprilia Habana. Musiało to być bardzo pozytywne przeżycie, bo wkrótce Tomek stał się posiadaczem własnego skutera, a mianowicie Kymco o pojemności silnika 50 ccm, jaki model już dziś nie pamięta. Oczywiście zaraz zaczął go tuningować, ale szybko doszedł do przekonania, że jednak nie tędy droga i sprzedał skuter jeszcze w tym samym roku, w którym go kupił. Przesiadł się na Vespę 125 S i od razu jego samopoczucie diametralnie się odmieniło. To był prawdziwy „kulciak”, jazda nim i samo posiadanie go sprawiało dużą frajdę. Tomek pomyślał nawet, że w temacie jednośladów osiągnął już to co chciał. Ten stan rzeczy nie trwał jednak zbyt długo, bo w orbicie zainteresowań pojawiła się Vespa 200 – klasyczny model z biegami. Pojazd był mocno wysłużony, więc należało go wyremontować. Odwdzięczał się potem dając jeszcze więcej frajdy niż mniejsza Vespa. Przy okazji nasz bohater zrobił motocyklowe prawo jazdy, by móc tym sprzętem jeździć „na legalu”. Vespa sprawiała tyle radości i tak skutecznie ułatwiała codzienne funkcjonowanie w mieście, że Tomek pomyślał, że tym razem to już naprawdę jest spełniony w temacie jednośladów. Trwało to dość długo, aż jakieś cztery lata temu znajomy Tomka oznajmił, że sprzedaje swój motocykl. Było to BMW X Moto 650. Ta  beemka to świetna zabawka ale dla doświadczonych motocyklistów, dodatkowo cierpiących na ADHD, którym jazda na dwóch kołach do szczęścia nie wystarczy i najlepiej czują się wtedy, gdy asfaltu dotyka tylko jedna opona, albo kiedy w zakręty wchodzi się bokiem. Tomek nie należy do tej grupy, więc szybko doszedł do wniosku, że kupno tego motocykla było w jego przypadku czystym szaleństwem i że supermoto to zdecydowanie nie jego bajka. Efektem tych przemyśleń była ponowna przesiadka na skuter. Miejsce beemki w garażu zajęła Yamaha X-Max. Sprzęt był świetny, robił co do niego należy niewiele wymagając w zamian. No ale cóż, ludzie to takie dziwne stworzenia, które trudno zadowolić. Niezawodna, przyjemnie jeżdżąca i zawsze godna zaufania Yamaha nie generowała emocji. Czegoś brakowało i Tomek znowu zaczął się rozglądać za motocyklem. Jakieś pięć lat temu udało się namierzyć mało używanego Triumpha Thruxtona 900 z 2012 roku. Był to o tyle szczęśliwy zbieg okoliczności, że Tomek od pewnego czasu myślał o kupnie Bonneville, a więc okazja przyszła jakby z nieba. W pierwszym sezonie Tomek praktycznie nie zsiadał ze swego Triumpha. Zakup okazał się strzałem w dziesiątkę i nasz bohater czuł się motocyklowo całkowicie spełniony. Do czasu, aż któregoś dnia znajomy fotograf poradził mu, aby zaprowadził swojego Thruxtona do warsztatu Christiana Boosena na warszawskiej Woli i zrobił z tego motocykla jeszcze fajniejszą maszynę. I tak też się stało. Modyfikacje zajęły całą zimę i „kawałek” wiosny. Nie będę się rozpisywać nad szczegółami przebudowy, bo to wyraźnie widać na zdjęciach. W pierwszym etapie motocykl nie miał jeszcze wózka bocznego. Pomysł z koszem wziął się z czystej potrzeby. Otóż Tomek codziennie rano wozi swoje pociechy do przedszkola, a kiedy jest ładna pogoda nie chce tego robić samochodem. Pomyślał więc, że montaż wózka bocznego będzie dobrym rozwiązaniem. Kiedy już ta idea zaświtała w głowie zaczęło się drążenie tematu w Internecie. Na widok Triumpha z angielskim klasycznym wózkiem Watsonian Tomek stwierdził: Ten! To Ten! Potem był telefon do Christiana, że trzeba będzie „coś takiego wystrugać”. Entuzjazm właściciela customowego warsztatu 86 Gear był raczej umiarkowany, bo „skomponowanie” zestawu z wózkiem bocznym nie jest zadaniem łatwym. Cóż jednak było robić, klient chce, warsztat musi. Szczęśliwie w Niemczech udało się znaleźć kompletny oryginalny wózek Watsonian. Pozostało już „tylko” dorobić odpowiednie mocowania i całość ustawić tak, żeby zestaw dobrze się prowadził. Osiągnięto to drogą kolejnych prób, które nie zawsze kończyły się pełnym sukcesem. Adaptacja motocykla do wózka oprócz dorobienia wspomnianych już mocowań wymagała usztywnienia przedniego widelca, wymiany tylnych amortyzatorów i montażu amortyzatora skrętu. W końcu Tomek otrzymał to czego chciał i wtedy okazało się że musi rozpocząć naukę jazdy motocyklem od nowa. To go jednak nie zraziło. Wprost przeciwnie, każdy wyjazd sidecarem to nowa przygoda, a dzieciaki wprost uwielbiają jeździć w koszu. Znając życie wiem jednak, że na tym się motocyklowa zajawka Tomka nie skończy i że nastąpi ciąg dalszy, a wtedy ja już będę w pogotowiu ze swoim obiektywem.

 

Sprawdź także

„Najsympatyczniejszych ludzi spotkasz na Hondzie” – Honda C 125 Super Cub

Takie hasło we wczesnych latach 60. towarzyszyło ofensywie japońskiego producenta na rynek amerykański, a pierwsze …

Dodaj komentarz