czwartek , Grudzień 13 2018
Home / Okiem aparatu / To jest Szczur!

To jest Szczur!

Patrząc na tą maszynkę chyba nikt nie pomyślałby, że oto ogląda zaledwie drugi motocykl zbudowany przez Roberta Szelągowskiego z Bydgoszczy. Jego staż motocyklowy jest krótki, za to całe życie Robert bawi się rowerami i lubi je przerabiać. Tak już jest, że jazda na tym co fabryczne nie specjalnie go bawi, więc zawsze stara się dodać coś od siebie. Pierwszym warczącym jednośladem Roberta był niemiecki motorower Sachs MadAss. Sprzęt ten wygląda bardzo nietypowo, cechuje go intrygujące futurystyczne wzornictwo, więc Robert uznał, że na początek będzie dla niego idealnym sprzętem. Oczywiście MadAss nie pozostał zbyt długo w seryjnej postaci i przeszedł długą wieloetapową metamorfozę, łącznie z dwukrotnym  przeszczepem silnika. Obecnie w ramie MadAssa tkwi silnik od Hondy CBR 125, a z pierwotnej postaci pojazdu pozostały tylko koła i rama. Pracując przy swoim sprzęcie Robert bardzo wkręcił się w customizing, a zachętą było żywiołowe zainteresowanie jakie MadAss wywoływał wszędzie, gdzie się pojawił. Robert postanowił zbudować kolejny motocykl. Tym razem większy, ale jednak nie za duży. Chodziło o to, by motocykl dobrze spisywał się w mieście, ale przede wszystkim o to, by był tani i by można go było tanio przerobić. Wybór padł na Kawasaki Eliminator 250. Inspiracji do przeróbek Robert szuka w internecie, głównie na dalekowschodnich stronach, bo tam właśnie królują motocykle o „nikczemnej” pojemności. Po rozmontowaniu japońskiego małego cruisera na podstawowe podzespoły i odświeżeniu ramy Robert zastanawiał się, co zrobić ze zbiornikiem paliwa, który był mocno nadjedzony zębem czasu. Kupować nowego nie było sensu, bo przecież Eliminator miał otrzymać nową osobowość. Przeglądając strony internetowe nasz entuzjasta customizingu natrafił na motocykle mające zamontowane dwie gaśnice w miejscu zbiornika paliwa. Fajny pomysł, ale nie koniecznie w tak małym sprzęcie jak Eliminator 250. Wtedy przyszło olśnienie:

– A jakby tak zrobić zbiornik w formie litery V utworzonej z dwóch połączonych walców? Pomysł był na tyle genialny, że Robert natychmiast przystąpił do jego realizacji. Najpierw kupił materiał w postaci rury o średnicy 18 cm ze stali nierdzewnej, a potem, by nie psuć drogocennego materiału, zaczął budować tekturowy model zbiornika, oczywiście w skali 1:1. Kiedy wszystko zagrało, odcinki rury zostały odpowiednio przycięte i starannie pospawane. Jako wlew paliwa wykorzystano wlew z kanistra. Oprócz wymiany zbiornika paliwa zmiany w motocyklu bazowym polegały na usunięciu całej karoserii i zamontowaniu blaszanego, wyłożonego skórą siodła własnej roboty oraz ledowych tylnych świateł. Motocykl otrzymał też nowy, wykonany we własnym zakresie układ wydechowy. To była pierwsza wersja customowego projektu. Sprzęt już wyglądał nieźle, ale jego twórca nie był w pełni usatysfakcjonowany. Motocykl wrócił do warsztatu i proces metamorfozy posuwał się dalej. Na pierwszy ogień poszedł zbiornik paliwa, który otrzymał w tylnej części przedłużenie, co znacznie poprawiło jego prezencję, a poza tym w tylnej części zbiornika znalazł schronienie akumulator i różne inne elektroniczne „pierdołki”, bez których żaden w miarę współczesny motocykl obejść się nie może. By sylwetce maszyny nadać bardziej zwiewny i jednocześnie nowoczesny wygląd, Robert zastąpił dwa seryjne tylne amortyzatory centralnym od Hondy Deauville. Na ramie zamocowano siodło od Dniepra, a na zbiorniku paliwa pojawiły się zegary Koso. Dodatkowo między rury tworzące zbiornik paliwa wciśnięto podświetlany zbiornik wyrównawczy płynu chłodzącego. Nie tylko fajnie to wygląda, ale umożliwia łatwą obserwację stanu płynu, co akurat przy tym silniku jest wyjątkowo istotne. Dla poprawy prezencji Eliminatora klasyczne szprychowe koła zastąpiono odlewanymi od innej wersji tego samego modelu. Po tych wszystkich zmianach mała „Kawka” prezentowała się już bardzo interesująco, ale właściciel wciąż jeszcze nie był w pełni usatysfakcjonowany. Lekiem na tą dolegliwość okazał się dopiero montaż kół, widelca i jednostronnego wahacza z amortyzatorem od Hondy VFR 400. Teraz Robert jest zadowolony ze swego dzieła. Wszystkie zabiegi stylistyczne przyniosły pożądany efekt, tylko z tą taniością przeróbki nie do końca się udało. O tym, że motocykl dobrze jeździ nie ma co pisać, bo tak lekka zwarta i zgrabna maszyna musi dobrze jeździć.

Japońskie symbole widoczne na zbiorniku oznaczają właśnie tytułowego „Szczura”. Jest on już w pełni ukończony, no może pojawią się jeszcze błotniki, a przynajmniej tylny, tymczasem Robert zaczął już myśleć o kolejnym projekcie.

Artykuł pochodzi z numeru 1/2016

Sprawdź także

Czystość formy – BMW R 100RT Cafe

Właścicielem zgrabnego „kafiaka” jest trzydziestopięcioletni Paweł Czerwiński z Warszawy. Choć prawo jazdy na motocykl ma …

Dodaj komentarz