czwartek , 1 października 2020

„Speedway” czyli retro wyścigówka

Customizing to zjawisko, które przyciąga ludzi nieprzeciętnych, no bo do tego, by wpaść na pomysł, aby jeździć czymś innym niż oferuje fabryka, trzeba mieć nieprzeciętne oczekiwania od życia. Do tego, by taki motocykl zbudować, trzeba dysponować jeszcze odpowiednią wiedzą i umiejętnościami. O tym, że nieprzeciętne maszyny „przyciągają” nieprzeciętnych ludzi dobitnie świadczy historia retro wyścigówki, którą twórca ochrzcił imieniem „Speedway”.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Zacznijmy od tego, że ten zgrabny motocykl posadzony na dużych lecz wąskich kołach nie jest repliką maszyn jakie ścigały się na początku ubiegłego wieku na owalnych zbudowanych z desek torach, lecz customowym motocyklem luźno interpretującym styl bardzo starych motocykli wyścigowych. „Parowozowe” malowanie doskonale pasuje tutaj do klimatu retro. Twórcą motocykla jest Filip Pyra, człowiek dobrze znany w środowisku tych, którzy Harleyami jeżdżą nie od dziś i nie od wczoraj. Zamiłowanie do amerykańskich motocykli i do pracy przy amerykańskim żelastwie Filip odziedziczył po ojcu. Irek Pyra już w latach 70. był dobrze znany z tego, że potrafił naprawiać amerykańskie motocykle, a opowieści o zbudowanych przez niego chopperach krążą do dziś. Rodzinny biznes ojca i jego dwóch synów to wytwórnia części do starych Harleyów. W Classic Bike powstają wierne repliki dawnych części i mechanizmów, z których można złożyć prawie cały motocykl i które znajdują nabywców prawie na całym świecie.

Filip „ma już na sumieniu” kilka ciekawych projektów customowych, a widoczny na zdjęciach motocykl powstał dobre dziesięć lat temu, ale jak dobre wino, w ogóle się nie zestarzał. Celem projektu było stworzenie motocykla opartego na wojskowym modelu WLA z czasów II Wojny Światowej, który zarówno wyglądem jak i wrażeniami z jazdy będzie przypominał boardtrackery, czyli bardzo stare motocykle wyścigowe. Jego sylwetka jest bardzo wąska, a konstrukcja znacznie lżejsza niż wyjściowego modelu WLA, więc cel założony w projekcie osiągnięto w stu procentach. Rama powstała w Łomiankach w warsztacie Classic Bike i jest dokładną repliką ramy modelu WLA. Nawet technologia jej wykonania jak najbardziej zgadza się z oryginałem. Silnik tkwiący w ramie również pochodzi ze starej siedemsetpięćdziesiątki Harleya, z tym, że został gruntownie odnowiony i podrasowany. Ma większą pojemność niż oryginał, ostrzejsze wałki rozrządu i elektroniczny zapłon, dzięki czemu dysponuje mniej więcej podobną mocą jaką legitymowały się powojenne wyścigówki bazujące na dolnozaworowych silnikach 750 cccm. Moc tego Harleya nie była mierzona, ale można się spodziewać, że osiąga on ponad 30 KM, podczas gdy seryjnie model WLA legitymował się mocą 23 KM. W przeciwieństwie do oryginału skrzynia biegów (również produkt Classic Bike) posiada cztery a nie trzy przełożenia. Modyfikacje usprawniające wprowadzono również w układzie przeniesienia napędu i konstrukcji sprzęgła. Tak jak w starych Harleyach do zmiany biegów służy ręczna dźwignia umieszczona po lewej stronie zbiornika paliwa, ale sterowanie sprzęgłem przerobiono z nożnego na ręczne. Klamka sprzęgła umieszczona jest na dźwigni zmiany biegów. Jak się pewnie domyślacie nie ułatwia to jazdy, szczególnie ruszanie i inne manewry wykonywane na „półsprzęgle” wymagają przyzwyczajenia. By osiągnąć styl boardtrackera zastosowano customowe koła o średnicy 21 cali amerykańskiej firmy DNA. Są to koła przednie. Aby jedno z nich mogło przejąć rolę koła tylnego należało odpowiednio dostosować piastę, by połączyć ją z oryginalnym bębnem hamulcowym od WLA. Aby jazda tym motocyklem nie budziła grozy w realiach współczesnego ruchu, w przednim kole zastosowano hamulec tarczowy. Jest tak zgrabnie skonstruowany, że stylistycznie nie kłuci się z wintydżowym klimatem motocykla. Ciekawym rozwiązaniem jest przedni widelec, który, podobnie jak rama, powstał w warsztacie Classic Bike. Jest to widelec typu Springer, ale poprzez inne ukształtowanie rur niż w oryginale osiągnięto efekt wahacza wleczonego, podczas gdy w fabrycznych harleyowych widelcach mamy do czynienia z wahaczem pchanym. Podobne widelce jak ten w motocyklu Filipa możemy zobaczyć w Harleyach, które w latach 30. były używane przez jeźdźców fabrycznego zespołu w hill climbingu, czyli zawodach polegających na szturmowaniu motocyklem stromego i wysokiego wzgórza. Okazuje się, że zmiana zasady działania widelca Springer zapewnia mu nie tylko intrygujący wygląd, ale odbija się pozytywnie na własnościach prowadzenia motocykla. Widelec taki zachowuje się progresywnie, to znaczy utwardza się w miarę ugięcia podczas hamowania, co doskonale wpływa na stabilność motocykla. Można by jeszcze długo pisać o technicznych niuansach „Speedwaya”, ale przejdźmy do wątku ludzkiego, który w całej tej historii jest równie ciekawy.

Motocykl Filipa widywałem od czasu do czasu na różnych imprezach, więc wiedziałem, że maszyna nie pokrywa się kurzem w garażu i że mimo spartańskiej konstrukcji Filip jest do niej przywiązany i nie unika pokonywania w jej siodle nawet dłuższych dystansów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy podczas Distinguished Gentleman’s Ride w Warszawie za sterami „Speedway’a” zobaczyłem kogoś innego. Okazało się, że Filip sprzedał swój motocykl, ale najciekawsze w całej tej historii jest to, że nowy właściciel Konrad potrzebował czterech lat, by przekonać Filipa, że jest godnym aby dosiąść tej maszyny, w przeciwnym wypadku o sprzedaży nie mogłoby być mowy.

Konrad nie jest typem „zatwardziałego” motocyklisty. To „człowiek renesansu”, a stara motoryzacja zajmuje poczytne miejsce na długiej liście jego zainteresowań. Ponieważ Konrad również mieszka w Łomiankach, było tylko kwestią czasu, by natknął się na tą customową wuelkę. Maszyna zrobiła na nim tak kolosalne wrażenie, że jej widok wzbudził natychmiastową rządzę posiadania. Droga do celu nie była jednak łatwa. Najpierw trzeba było zaprzyjaźnić się z Filipem, co miało ten plus, że przy okazji wiedza Konrada o starych Harleyach stawała się coraz większa. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy Filip uznał, że może pozwolić Konradowi na jazdę próbną. Konrad wsiadł na Harleya, odpalił go i ruszył tak, jakby nic innego nie robił od lat, choć jego motocyklowe doświadczenie jest bardzo skromne. Było to tym bardziej dziwne, że „Speedway” z powodu specyficznego mechanizmu zmiany biegów i sprzęgła nie jest bynajmniej łatwym sprzętem do ogarnięcia, co zraziło już nie jednego, który jazdy na tej maszynie próbował. Kiedy Konrad wrócił z zapoznawczej przejażdżki uśmiech na jego twarzy mówił wszystko. Między człowiekiem i maszyną zaistniała chemia. Trwało to jeszcze jakiś czas, ale w końcu Filip doszedł do wniosku, że maszyna, w której stworzenie włożył wiele serca, pójdzie w dobre ręce, a poza tym i tak pozostanie w zasięgu wzroku. Konrad jeździ tym customowym weteranem szos tak często jak tylko może i sprawia mu to wielką radość. Mimo techniki, która pamięta lata trzydzieste ubiegłego wieku, „Speedway” jest całkiem żwawy. Kiedy jechaliśmy razem bocznymi drogami w poszukiwaniu pleneru do zdjęć musiałem się nieźle sprężać, by nadążyć za Konradem na swej Electrze. Jak się dowiedziałem, ten motocykl jest zdolny rozpędzić się do 160 km/h. Nieźle jak na starą dolnozaworową siedemsetpięćdziesiątkę!

 

Sprawdź także

Watsonian Thruxton

Bardzo ładny zaprzęg neoklasycznego Triumpha Bonneville Thruxton z równie klasycznym wózkiem bocznym Watsonian. Takich zestawów …

Dodaj komentarz