czwartek , Listopad 21 2019
Home / Okiem aparatu / Potrzeba matką wynalazku

Potrzeba matką wynalazku

– Co to za skuter? – pyta nieznajomy

– Yamaha – odpowiada właściciel maszyny

– Zajebisty, a jaki to model?

– Jedyny taki

– Na całym świecie?

– Na całym świecie.

– Czyli składak?

Podchmielony jegomość oddala się życząc na odchodnym powodzenia, a my wracamy do rozmowy na temat skutera, filozofii życia i kultury customowej.

Jakub Bieniek, właściciel prezentowanej maszyny, to niezły oryginał i artystyczna dusza. Z wykształcenia jubiler i nauczyciel plastyki. Zapytany o to, z czego się utrzymuje, odpowiada, że z działalności artystycznej, a ostatnio z tatuażu. Jakub nie jest motocyklistą, ale od z górą dwudziestu lat czynnie współtworzy kulturę customową. Pasjonuje go historia. Rockabilly i kultura customowa jest dla niego, podobnie jak dla wielu ludzi na Zachodzie, formą życia w odmiennej rzeczywistości. To nie jest kwestia mody, to świadomy wybór alternatywnej drogi. Kuba ma kilka starych samochodów. Ze względów praktycznych nie są to auta amerykańskie lecz Fordy europejskiego pochodzenia. Nasz bohater nie jest zwolennikiem „robienia samochodu na oryginał”, bo nie bawi go długoletnie poszukiwanie brakujących „chromików”, za które trzeba potem zapłacić trylion złotych. Swoje auta poddaje customowym modyfikacjom, by ciekawie wyglądały i były w stanie służyć na co dzień. I tu powoli dochodzimy do genezy powstania tego rat-rust-scoot’a, czyli skutera, który z magnetyczną siłą przyciągnął nasz redakcyjny obiektyw. Otóż jazda po zakorkowanej Warszawie, nawet współczesnym wszystko mającym samochodem jest zajęciem wyjątkowo męczącym, a co dopiero, jeśli poruszamy się autem, które już dawno osiągnęło pełnoletniość. By znaleźć rozwiązanie, Jakub pomyślał o skuterze, który przy okazji miał posłużyć jako pojazd będący wejściem do świata motoryzacji dla jego syna. Nadarzyła się okazja kupna lekko podmęczonej Yamahy JOG 50 RR z 2005 roku. To lekkie skutery o sportowym charakterze cenione ze względu na niewielkie wymiary i lekkość, zapewniające niebywałą zwrotność oraz dynamiczny i wytrzymały dwusuwowy silnik. Jakub nie byłby sobą, gdyby w tym silniku nie pogrzebał. W efekcie mały „pierdopęd”, mimo nikczemnej pojemności,  rozpędza się do 120 km/h. Efekt uboczny przeprowadzonego tuningu jest taki, że Yamaha już nie nadaje się na pojazd treningowy dla syna. Od samego początku było jasne, że „Ospa”  nie zachowa swej oryginalnej plastikowej postaci i że musi na tej bazie powstać coś fajnego, coś pasującego do faceta, który niemal codziennie chodzi w meloniku i nosi wypielęgnowane wąsy. Kuba przypomniał sobie, że kiedyś u fachowca, u którego „robił” koła do jednego z customowych samochodów leżała wypiaskowana karoseria od sowieckiej kopii Vespy, czyli od skutera Wiatka. Okazało się, że mimo upływu lat karoseria wciąż leży zapomniana na strychu. Kuba oczywiście ją kupił. Teraz należało „tylko” dostosować ramę Yamahy do nowej – starej karoserii czyli „Ospy” . W tym celu przerobiono i wzmocniono ramę. Było to konieczne nie tylko ze względu na zupełnie inny kształt, ale również ze względu na to, że karoseria wykonana jest z grubej radzieckiej stali „ gniotsia nie łamiotsia” i swoje waży. Sama karoseria również musiała przejść konieczne modyfikacje. Zarówno przedni błotnik jak i tylna część karoserii zostały poszerzone. Oryginalny zbiornik paliwa usunięto, a jego rolę przejął kanister umieszczony z lewej strony „odwłoka”. W miejsce niezbyt urodziwej dwuosobowej kanapy znalazło zastosowanie siodło od MZ Trophy ze schowkiem. To, co widać pod siodłem, to spodnia część zbiornika paliwa Wiatki, która została wspawana odwrotnie, to znaczy dołem do góry. Rolę reflektora przejęła stara rowerowa lampa. Tylne światło pochodzi od SHL Gazeli, a kierunkowskazy wykonano z „gazrurki”. Żaden z elementów skutera nie został tu zamontowany jedynie w celu „wyglądówki”, każdy pełni jakąś funkcję. Na przykład stara deskorolka służy do umocowania szerszego bagażu.

Jak to często w customowych projektach bywa, skuter, choć doskonale sprawdza się w codziennej jeździe i nie stoi w korkach. Nie jest jeszcze w pełni ukończony przy takich projektach tak jest. W karoserii pojawią się jeszcze elementy drewniane, Kuba myśli też o drugim siodle i ewentualnie o holowanej przyczepce. Rdza, którą widzicie na karoserii nie jest celowym zabiegiem artystycznym lecz stanowi naturalną patynę. Ponieważ blacha jest gruba, skuter w tej formie ma jeszcze przed sobą długie życie. Inspiracją Kuby do opracowania koncepcji tego pojazdu były amerykańskie rat rody oraz pojazdy amerykańskiej firmy Cushman. Wspomniane Rat Rody to oczywiście czterokołowe bolidy gulgoczące potężnymi V8, a więc zupełnie inna bajka, jednak ogólna koncepcja jest bardzo zbliżona.

Podczas rozmowy z Kubą zapomniałem go zapytać, czy przypadkiem przyjemność jazdy na skuterze nie obudziła w nim potrzeby posiadania motocykla, ale zrobię to przy najbliższej okazji.

Sprawdź także

Policjant na emeryturze

  Zanim ten Harley trafił do Polski pełnił służbę w amerykańskiej policji. Patrząc na jego …

Dodaj komentarz