piątek , 18 czerwca 2021

Pierworodny

Choć Łukasz Śniadach zwany przez przyjaciół „Malborem” dłubie w motocyklach niemal przez całe życie, a własny warsztat „Czarci Garaż” prowadzi od 2017 roku, w customizing wkręcił się stosunkowo niedawno. Pierwszym projektem, który wyjechał z jego warsztatu jest Harley-Davidson, którego widzicie na zdjęciach. Nic dziwnego, że w tym przypadku motocykl otrzymał ksywkę „Pierworodny”.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Harley i customowe klimaty wcale nie były odwiecznym marzeniem Łukasza. „Malbor” swą motocyklową przygodę zaczynał bardzo wcześnie, bo już w podstawówce. Po etapie motorynek, jawek i komarków przyszedł czas na większe sprzęty, ale wciąż były to dwusuwy pochodzące ze słusznie minionej epoki. Logicznym krokiem w rozwoju motocyklowej przygody były motocykle japońskie. „Malbor”, jako człowiek wówczas jeszcze bardzo młody, chciał jeździć szybko, głośno i spektakularnie. Najbardziej kręciły go więc sportowe „przecinaki”, a szczególnym sentymentem darzył markę Kawasaki. „Przerobił” całą paletę sportowych „zielonych” bolidów, a kiedy w filmie „Młode Wilki ½” zobaczył ZX 7 R, maszyna ta spędzała mu sen z powiek. Łukasz jeździł szybko i dużo, co w końcu doprowadziło do problemów z kręgosłupem i nerkami. „Malbor” zaczął więc myśleć o bardziej zrelaksowanej jeździe i tak jego uwaga skupiła się na cruiserach. Oczywiście musiały to być motocykle obdarzone konkretnym „kopem” (relaks, relaksem, ale moc musi być) i tak wybór padł na Hondę VTX 1800. Maszyna ta ma wielu wiernych wielbicieli ze względu na moc silnika, trwałą pancerną konstrukcję i niekłopotliwy napęd tylnego koła wałem. VTX jest osobistym sprzętem Łukasza po dziś dzień, jednak kolejny film, tym razem amerykański „Hell Ride” w reżyserii Larry’ego Bishopa, wywołał u naszego bohatera falę fascynacji customizingiem. Łukasz zapragnął zbudować dla siebie „obrzynowatego” bobbera na bazie Harleya. Dopiero ten film uświadomił mu, że customowy motocykl nie musi być wymuskaną, kapiącą chromem i niezwykle pracochłonnym lakierowaniem rzeźbą na kołach, a może być surową, prostą maszyną sprowadzoną do najbardziej esencjonalnej postaci. Właśnie taki miał być jego pierwszy Harley. Wkrótce nadarzyła się okazja w postaci Softaila Standard z 2003 roku i projekt mógł ruszyć. Motocykl był niesprawny, bo miał uszkodzony wtrysk paliwa. To jednak nie zniechęciło Łukasza. Ponieważ jest on człowiekiem zdecydowanie analogowym i komputer nie należy do jego ulubionych przedmiotów codziennego użytku, w miejsce wtrysku paliwa zamontował gaźnik. Sam montaż gaźnika oczywiście nie wystarczał, by tchnąć w motocykl nowe życie. Łukasz bezceremonialnie wypruł całą oryginalną instalację elektryczną, a na jej miejsce puścił wiązkę od Fat Boya z 2000 roku. Wbrew obawom silnik zagadał już przy pierwszej próbie. Jego dźwięk stał się doskonałym bodźcem do dalszych działań i po etapie ogołacania motocykla ze wszystkiego co zbędne nastąpił etap odziewania go w nowe szatki. I tak oryginalne koła ustąpiły miejsca pełnym z modelu Fat Boy. W miejsce oryginalnego widelca teleskopowego pojawił się Springer pochodzący od innego modelu Harleya. Malbor odkupił go od kumpla. Kosztowało to nie mało i wymagało długotrwałych negocjacji. Gaźnik dostał do pomocy fikuśny filtr powietrza, który podobnie jak zawieszone na sprężynach siodło i prędkościomierz Daytona zostały zakupione w znanej firmie Motorcycle Performance Mały HD. Tylny błotnik pochodzi z ciągnika Ursus C 330. By ułatwić transport bagażu Łukasz przyspawał do błotnika rurową konstrukcję, która pełni rolę bagażnika. Jego dziełem jest również sissy bar, będący dodatkowym wsparciem dla bagażu oraz wysoka kierownica o kształcie liry. Jednoosobowe siodło wspiera się na blaszanej podstawie własnej roboty, pod którą mieści się akumulator i inne komponenty instalacji elektrycznej. Na górnej belce ramy osiadł zbiornik paliwa od Sportstera, zaś układ wydechowy został wyszabrowany z garażu kumpla. Prace postępowały dość szybko i po pół roku bobber był gotowy. Niemal wszystkie prace, poza malowaniem, które jest dziełem Arkadiusz Szurnickiego, „Malbor” wykonał własnoręcznie. Motocykl nie tylko prezentuje się bardzo fajnie, ale też fantastycznie się prowadzi. Manewrowanie nim jest dziecinnie łatwe. Niestety Łukasz nie mógł nacieszyć się efektami swojej pracy, bo nim jeszcze projekt został ukończony trafił się klient, który nie chciał czekać na zbudowanie dla niego innego motocykla w podobnym stylu, uparł się że musi mieć ten. No cóż, nasz klient, nasz per pan!

Sprawdź także

Guzzi Cafe

Jakiś czas temu przedstawiliśmy zgrabnego bobberka na bazie czterocylindrowej Kawy zbudowanego przez Mariusza Kostrzewskiego z …

Dodaj komentarz