niedziela , 15 grudnia 2019
Home / Okiem aparatu / Nostalgia na kołach – Royal Enfield Interceptor 650

Nostalgia na kołach – Royal Enfield Interceptor 650

Fala retro w motocyklizmie ma się dobrze, a w nasze ręce wpadł jeden z ciekawszych przedstawicieli gatunku modern classic – Royal Enfield Interceptor 650.

Tekst i zdjęcia: Bartosz Wangin

Pewnie nie każdy o tym wie, ale indyjska (dawniej brytyjska) marka jest dziś największym na świecie producentem motocykli o pojemności powyżej 250 ccm. Firma ma ambitne plany i chce zostać liczącym się graczem nie tylko w rodzimych Indiach, ale również na światowych rynkach. Z motocyklem takim jak Interceptor i bliźniaczy Continental GT 650 może liczyć na szybki wzrost sprzedaży w Europie czy w USA. Szczególnie Amerykanie pamiętają pierwszego Interceptora, który był produkowany w latach sześćdziesiątych. Przeznaczona na rynek amerykański maszyna miała rzędowy dwucylindrowy silnik o pojemności początkowo 699, a później 731 ccm. Późniejsza wersja z większym silnikiem mogła pochwalić się mocą 55 KM, co bez wątpienia czyniło ją jednym z ciekawszych motocykli na rynku. W tamtych bowiem latach mało który motocykl mógł pochwalić się większą  mocą. Royale, jak zresztą również inne brytyjskie motocykle, oferowały do tego dobre własności prowadzenia, dzięki czemu były wówczas chętnie kupowane, a dziś są obiektem poszukiwania przez miłośników jednośladowej klasyki.

Po bez mała pięćdziesięciu latach od tego czasu pojawia się nowy Royal Enfield Interceptor i on również wydaje się być jedną z ciekawszych propozycji na rynku, choć oczywiście z innych względów. Swym wyglądem maszyna wywiera niezwykle pozytywne wrażenie. Ogólny zarys sylwetki oraz kształt rzędowego twina o pojemności 650 ccm, a także zawadiacko zadarte do góry tłumiki wyraźnie nawiązują do pierwowzoru sprzed lat. Szprychowe koła, chromowany reflektor i pomalowany pomarańczowym lakierem zbiornik paliwa cieszą oko. Oto stoi przed nami prosty motocykl w pełnej uroku klasycznej formie, która, w przeciwieństwie do nowoczesnych designerskich wodotrysków, nigdy się nie znudzi.

Bez wątpienia wygląd jest wielkim atutem nowego Interceptora, co wróży mu rynkowy sukces. Wszak wszyscy „kupujemy oczami”. Choć w przypadku motocykli nurtu modern classic osiągi nie mają pierwszoplanowego znaczenia, to jednak by motocykl odniósł sukces, nie może być dychawicznym wehikułem, który ledwo porusza się do przodu. Jak to wygląda w przypadku Royala Enfielda? Silnik dysponuje mocą 47 KM i rozwija maksymalny moment obrotowy o wartości 52 Nm. Z jednej strony nie są to wartości rzucające na kolana, ale jeśli wziąć pod uwagę, że chłodzony powietrzem silnik ma „tylko” 650 ccm, podczas gdy konkurencja zazwyczaj 800 lub 900 ccm i że jednostka Royala Enfielda spełnia mającą dopiero wejść normę Euro 5, to nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Zresztą sama analiza danych katalogowych nigdy nie daje pełnego obrazu, pora więc „osiodłać sprzęta”, odpalić silnik i ruszyć w drogę…

Zsiadając z Enfielda mogę powiedzieć jedno. Ten motocykl jest niezwykle przyjazny użytkownikowi, wywołuje nostalgiczne uczucia i daje bardzo dużo radości. Pozycja za kierownicą została dobrana idealnie. Choć kierownica jest dość szeroka, to jednak nie jest przesadnie wysoka, dzięki czemu pozycja kierowcy jest lekko pochylona do przodu. Pozwala to dobrze czuć co dzieje się z przednim kołem, a także pomaga, kiedy chcemy jechać szybko. À propos szybko, Interceptora można rozpędzić do 160 km/h, więc planując podróż nie musimy za wszelką cenę wystrzegać się autostrad. Choć motocykl zachowuje stabilność w całym zakresie prędkości, to jednak najprzyjemniej jedzie się z prędkością 100-120 kmh. Ponieważ Royal Enfield wciąż jeszcze jest w naszych warunkach egzotycznym producentem, spodziewałem się, że to i owo może w nim działać w sposób mniej gładki niż byśmy wymagali od współczesnego motocykla. Tymczasem nic z tych rzeczy. Silnik raźno wkręca się w obroty pieszcząc uszy pięknym brzmieniem i nie denerwując wibracjami. Klamka sprzęgła nie wymaga dużej siły, a biegi wchodzą cicho i precyzyjnie. Będąc w trasie nie będziesz jednak często korzystał ze skrzyni, bo nawet na szóstym biegu można jechać już od 2000 obr./min. Bardzo dobre wrażenie robią też hamulce. Jeśli dodamy do tego, że Interceptor jest bardzo poręczny i zwrotny prawie jak skuter, otrzymujemy obraz motocykla, który w wielkim mieście czuje się jak ryba w wodzie. Będziesz miał wiele frajdy podczas codziennych dojazdów, a prezencja maszyny spowoduje, że kiedy tylko się zatrzymasz zaraz poznasz nowych ludzi. Po prostu prawie każdy ogląda się za tym motocyklem, a wielu jego pojawienie się traktuje jako pretekst do rozpoczęcia rozmowy. Zawieszenia są dość miękkie, co powoduje, że z jednej strony nie jest to motocykl zachęcający do jazdy na limicie, ale też z drugiej strony ta dość lekka maszyna (około 218 kg z płynami) poradzi sobie na każdej, najgorszej nawet drodze, a często także i poza nią. Interceptor to bardzo uniwersalny motocykl, którego wprost nie da się nie polubić. Suma jego zalet i korzystna cena powodują, że będzie groźnym konkurentem w kategorii modern classic, mimo że osiągami minimalnie odstaje od konkurencji.

 

Sprawdź także

Honda CB 900 Custom

Motocykle takie jak ten, który prezentujemy na zdjęciach, to dziś wielka rzadkość. Honda CB 900 …

Dodaj komentarz