piątek , Kwiecień 26 2019
Home / Okiem aparatu / Moto Guzzi Corsa

Moto Guzzi Corsa

Wielu spośród naszych czytelników czynnie rozwija swą customową pasję, czemu dają świadectwo przedstawiając na naszych łamach kolejne projekty. Jednym z nich jest Michał Chylo. Poznaliście go w 2008 roku, kiedy w numerze kwietniowym zaprezentowaliśmy ciekawe projekty na bazie niepozornych Rometów i Wuesek. W 2013 roku, w numerze wrześniowym na naszą okładkę wjechał cafe racer Michała zbudowany na bazie stosunkowo mało znanej Yamachy TRX. To już była zdecydowanie grubsza sprawa. Teraz Michał przypomniał o sobie nowym sportowym projektem.

Tekst: Michał Chylo

Zdjęcia: Janusz Wodyński i autor

Po sprzedaniu „Kafiaka” ma bazie TRX 850 postanowiłem zażyć uroków „włoskiej kuchni”. Decyzja była tym łatwiejsza, że wcześniej miałem już Aprilię i Ducati. Jednak najbardziej klasyczna z włoskich marek – Moto Guzzi wciąż była w sferze marzeń. Mój entuzjazm do tej marki zaczął się jeszcze w czasach szkoły, kiedy w katalogu ujrzałem V11 Sport. Model ten wydawał mi się najpotężniejszą maszyną jaką widziałem i mimo klasycznej linii bił od niego sportowy duch. Potem, kiedy zobaczyłem Centauro a następnie MGS-01 Corsa, zakochałem się w linii bolidu z wystającymi na boki cylindrami. Z racji, że mój poprzedni projekt był oldskulowy, teraz miałem ochotę zbudować coś bardziej nowoczesnego w oparciu o włoskie części. Coś na kształt techno racera inspirowanego projektami Ghezzi&Brian, oddającego hołd sportowym Guzzi jakich już nie produkują. A szkoda, bo to marka, która w historii sportu ma ponad 3000 zwycięstw i wiele innowacji!

W wyniku długich poszukiwań udało mi się natrafić na zaniedbanego V11 Sport z 2002 roku. Nie był to bynajmniej egzemplarz kolekcjonerski, jednak mógł się pochwalić jednymi z lepszych osiągów wśród maszyn z Mandello. Założenia projektu miałem w głowie już od pół roku, więc bez wahania zabrałem się do pracy rozkładając motocykl na części pierwsze. Wszystkie części, których nie zamierzałem użyć bezzwłocznie i bez trudu sprzedałem. W motocyklu chciałem pozmieniać praktycznie wszystko co się da, by go znacznie odchudzić i zmienić stylistykę na bardziej agresywną. Jedynie główna belka ramy pozostała w nietkniętej postaci. Najbardziej ekstrawagancki miał być wydech. Poprowadziłem go górą, zachowując seryjną długość całego układu. Dodałem rurę interferencyjną, która korzystnie wpływa na przebieg momentu, do tego dołożyłem strumienice i zrobiłem układ 2 w1, a nie tak jak jest w serii 2 w 2, montując na końcu lekki tłumik Arrow. Za jednym zamachem udało się pozbyć ładnych kilku kilogramów masy i uzyskać ekscytujący basowy gulgot. Z racji wydechu puszczonego górą układ dolotowy musiał być zredukowany do minimum. Jest to zresztą zgodne z tradycją marki, gdyż Guzzi jeszcze w czasach przed zaostrzeniem norm znane było z otwartych dolotów. By nawiązać do tej tradycji zamontowałem lejki z Aprilii RSV Mille i duże filtry stożkowe Simota oraz zwrotny zawór paliwowy z BMW o większej przepustowości. Dzięki temu odsłonięty został tylny amortyzator Sachs i dostęp do jego regulacji (seryjnie brak dostępu!). Jak sport, to sport! Seryjna wąska felga musiała wylecieć! Jej miejsce zajęła przerobiona według mojego projektu lekka odkuwana felga Marchesini z RSV Mille. Przednia opona również wspiera się na feldze z tego włoskiego motocykla. Pięcioramienne felgi są o wiele lżejsze od seryjnych Brembo, a równie sztywne, no i lepiej wyglądają, zapewniając przy okazji lepsze prowadzenie. Przedni zawias Marzocchi z pełną regulacją jest tak świetny, że pozostawiłem go na miejscu jedynie wsunąłem widelec w półki głębiej na trzy centymetry, co spowodowało zaostrzenie geometrii. Ładny kratownicowy wahacz stalowy zastąpiłem lżejszym, bardziej sportowym wahaczem aluminiowym własnego projektu. Powstał na bazie dwóch wahaczy z Aprilii Falco. W wyniku tych przeróbek tył podniósł się o jeden centymetr. Przedni hamulec dwutarczowy  i suche sprzęgło dozbroiłem w radialne pompy z RSV Factory, a cilp-ony przerobiłem tak, by kierownica była niższa i szersza niż w oryginale. Podnóżki podniosłem nieco wyżej. Dzięki tym wszystkim zabiegom motocykl zmienia kierunek jak wściekły, zachowując przy tym stabilność. Seryjny tylny stelaż waży chyba tonę, więc został okrojony do minimum i zadziornie podkasany w górę. Do tego doszła nowa karoseria skomponowana przeze mnie z różnych sportowych Ducati, lampa z Vespy i mnóstwo karbonowych dodatków. Zwieńczenie całości stanowi malowanie „Viva Italia” (trzy kolory: Ferrari, Bennelli, Aprilia). Silnik już w momencie zakupu był rozstrojony, a po modyfikacjach kaprysił jeszcze bardziej, więc zajęli się nim panowie z hamowni GCS Tuning HMK Kraków. W efekcie silnik wykazał się nieco lepszym temperamentem od seryjnego, więc w nagrodę dostał ostry wałek rozrządu firmy Rewar oraz grubsze pierścienie Widia i nowe zawory. Teraz maszyna przy masie niższej o 20 kg osiągnęła 95 KM (seryjnie 88) i 96 Nm przy 3750 obr/min!

Efekt jest taki, że w sierpniu 2016 zająłem Gutkiem piąte miejsce w wyścigu „O błękitną wstęgę Olzy” wyprzedzając 140-konne maszyny! Przy wszystkich sportowych modyfikacjach zachowałem przyjazny charakter Gutka. W 2015 roku objechałem nim Włochy i Węgry, a w 2016 z żoną na pokładzie Bośnię i Czarnogórę.

Maszyna daje mnóstwo frajdy z jazdy nie odpuszczając nowszym sprzętom. Pieści uszy kakofonią bulgotu wydechu, cykania zaworów i dzwonieniem suchego sprzęgła, a wszędzie gdzie się pojawi gromadzi nowych wielbicieli oddając hołd sportowym Gutkom sprzed lat. Jednak mój Guzzi jest do sprzedania, ponieważ zacząłem nowy projekt, również na bazie orła z Mandello.

 

Sprawdź także

„Hellboy” czyli trochę inny Racer

Mówi się, że o wyjątkowości danej marki motocyklowej decydują nie tylko konstruktorzy, ale również użytkownicy, …

Dodaj komentarz