piątek , 2 października 2020

„Little Bitch”

„Little Bitch”

Z „Szeryfem” z forum bobber. pl znamy się już od kilku lat, a ta znajomość zaowocowała tym, że od czasu do czasu na naszych łamach prezentujemy motocykle chłopaków z forum. Z biegiem lat i same motocykle i ich zdjęcia, które przysyła „Szeryf” stają się coraz ciekawsze. Oto najświeższa próbka.

Tekst: Piotr – admin forum bobber.pl

Zdjęcia: Mateusz Iskara

Maciej na co dzień zajmuje się sprzedażą części samochodowych, a konkretnie części do aut terenowych. Na forum zawitał w kwietniu 2014 roku, czyli rok po jego starcie w sieci. Odkąd pamięta, motoryzacja to jego wielka pasja. Zawsze pociągało go wszystko co jeździ, od zawsze w pobliżu zapachu benzyny. Jak większość ludzi urodzonych w latach 80. ubiegłego wieku zaczynał od nieśmiertelnej motorynki i tym podobnych sprzętów, których pojemność rosła wraz z wiekiem. To na nich uczył się mechaniki i obsługi motocykli. Mieszkając na kieleckim blokowisku, dostęp do obcowania z motoryzacją miał jednak mocno utrudniony. Brak zaplecza. Rodzice tego nie ułatwiali i byli przeciwni. Szkoła średnia, studia zupełnie niezwiązane z motoryzacją, praca za biurkiem. To wszystko oddalało go od obcowania z motoryzacją.

Maćka poznałem na jednej z mega klimatycznych garażowych imprez u chłopaków z Interceptor Funky Garage. Bardzo pozytywny, skromny gość, mocno siedzący w temacie. Wtedy, jak i teraz, kiedy pisałem ten artykuł, nie przyznał się, że porzucił etat wykładowcy na jednej z wyższych kieleckich uczelni. Porzucił to i wraz z kumplem założył firmę importującą części samochodowe. Kolejnym krokiem był powrót do motocykli. Jak kiedyś wspomniał, jednym z powodów są ludzie. Środowisko miłośników starego złomu na dwóch kółkach, którzy tak łatwo nawiązują ze sobą znajomości, kontakty i bardzo często przyjaźnie – nikt o nic nie pyta, liczy się tylko pasja.

Pierwszym poważnym motocyklem, którym więcej jeździł niż pchał, był GSX-F 750 z 1982 roku. Gdzieś tam z tyłu głowy Maćkowi zawsze chodziło po głowie Virago. Jako dzieciak był zakochany w tym modelu. Wiadomo, człowiek dojrzewa zmieniając pogląd na wszystko, co go otacza. Kapiący chromem soft chopper z lat 80. to mocno festyniarski relikt ubiegłego wieku. Sentyment do tego modelu jednak pozostał. Drugim ważnym powodem był silnik – elastyczny, mocny, chłodzony powietrzem i wizualnie nadający się do operacji customizacji. Rama w tym motocyklu pozbawiona jest kołyski. W środowisku ma opinię ciężkiej bazy do przeróbek. To był kolejny powód wyboru XV – wyzwanie.

Yamaha Virago XV 700 trafiła w ręce MudMac’a w połowie sezonu. Maciek ma właśnie taką ksywkę na forum. Po podstawowym serwisie i wymianie kierownicy motocykl dolatał do końca sezonu. Podczas nawijania kilometrów rodziły się idee i pomysły na projekt. Właściciel motocykla nie chciał dążyć do konkretnego stylu. Zawiera on elementy bobbera, draga, cafe czy choćby rata. Maciej w swojej pracy nie inspirował się żadnymi konkretnymi maszynami. Jak to zawsze bywa, wpływ na finalny projekt mają koledzy, ich opinie i sugestie. Wymiana doświadczeń może poskutkować tylko na plus. Widać tu jednak duży wpływ prac niejakiego Kimury.

Motocykl już na pierwszym etapie prac został ochrzczony jako „Little Bitch” Każdy wie, że konstrukcja mechanizmu wyprzęgającego rozrusznik w XV jest, delikatnie mówiąc, nie udana. „Box Full of Rocks” – amerykanie takiego określenia używają rozmawiając o w/w elemencie. Takie właśnie dźwięki wydaje to ustrojstwo. Prace mające na celu wyeliminowanie tejże przypadłości wywoływały negatywne emocje. Były momenty, w których MudMac chciał zakończyć żywot Virrago, używając do tego ciężkich narzędzi będących pod ręką. Apogeum wściekłości przypadło akurat wtedy, gdy w radio leciał kawałek Titi & Tarantula „………notching makes the little bitch behave but me”. Po ochłonięciu i wciągnięciu motywacji w postaci nuty, nastąpiło dojście do ładu z rozrusznikiem.

Od ogółu do szczegółu. Prace zaczęły się od uzyskania odpowiedniej linii. Niski, zwarty i zadziorny. Wydawało się prosto, jednak realia okazały się inne. Nie wystarczyło opuścić przednie lagi w półkach i zamontować niską kierownicę. Godziny spędzone na przemyśleniach, szkicowaniu, wycinaniu z tektury szablonów i planowaniu gdzie uciąć, a gdzie przyspawać. Priorytetem było uzyskanie efektu błotnika leżącego na tylnym kole, przy jednoczesnym zachowaniu spójnej linii z bakiem i przodem, zachowując resorowany tył. Finalnie tylna część ramy wyleciała do kosza, powstało nowe siodło wraz z zadupkiem, zbiornik poszedł do góry, wpadły amortyzatory od HD Dyna. Oba koła zostały przeszprychowane u Marcina Pastuszka – na tył poleciało 17 cali.

W ten oto sposób powstała bryła, która w pełni zadowoliła Maćka. Jednak brakowało tego czegoś – detali, które nadałyby charakteru. Surowość. Zbiornik bez lakieru z wklepanymi bokami. Sznytu dopełniły ręczne malunki, które wykonał kolega z dzieciństwa – Kuba Janyst. Doszedł wydech ze stali nierdzewnej, wykonany przez Wojtka Spyrę z Custom Cafe. Klipony z kolei wpadły od Maksa z „Dziupli”. To wszystko chłopaki z forum www.bobber.pl. Tak to właśnie u nas jest, ludzie sobie wzajemnie doradzają i pomagają.

Pomiędzy lagi wleciał mały i stylowy reflektor, który prawie wcale nie świeci, ale za to wygląda. Tylna mała lampka na bocznym mocowaniu rejestracji, bagażnik znaleziony gdzieś na złomie, stara wojskowa torba po masce gazowej, kilka naklejek, trochę rdzawego nalotu i naturalnej patyny….. do tego siodełko, które wzbudza spore zainteresowanie i troszczy się o dupsko właściciela.

Jak wspomina MudMac, najtrudniejszym etapem pracy było wymodelowanie tyłu. Musiało być spójne z bakiem i resztą sylwetki. Tworzyć całość. Dodatkową przeszkodą okazało się samo wykonanie. Maciek postawił sobie za punkt honoru, że wykona to osobiście. Przeszkodą był brak umiejętności i podstawowych narzędzi potrzebnych do obróbki blachy. Proste narzędzia dostępne w garażu plus wielka motywacja okazały się strzałem w dziesiątkę. Ma to swój charakter i moc.

Zadupek, który sprawił najwięcej problemu był tym etapem prac, po zakończeniu którego satysfakcja była największa.

Kolejny element dodający wiatru w żagle i zapału do dalszych działań to nowiutkie, świeżo wymalowane koła. W takich momentach człowiek wie, że warto, że idzie to w dobrym kierunku. Miarą tego sukcesu jest właśnie radość z tego co stoi przed twoimi oczyma. Zdajesz sobie wtedy sprawę, że nerwy i niepowodzenia są tylko miarą uzyskanego sukcesu.

Tym bardziej, że Maciek większość rzeczy zrobił samodzielnie. Wraz z postępem prac poznawał każdy element, każdą śrubkę, uszczelkę, linkę czy centymetr wyklepanej blachy. Wiadomo, wszystkiego nie da się zrobić samemu. Była niezbędna pomoc osób trzecich. Jednak, tak naprawdę, wszystko powstało w „motocyklowej rodzinie”, o której tak przypominał mi Maciej podczas rozmowy.

W planach jest jeszcze wymiana przedniego zawieszenia na coś, co da większą precyzję prowadzenia i hamowania. Wymiana gaźników na jeden mechaniczny, czy przedniej lampy, która oświetla tylko przedni błotnik.

Trzymam kciuki!

Sprawdź także

Apple TV+ prezentuje oficjalny zwiastun dokumentalnego serialu „Long Way Up”, z motocyklowymi przygodami Ewana McGregora i Charleya Boormana

Światowa premiera nowego serialu w Apple TV+, z trzema pierwszymi odcinkami, w piątek 18 września …

Dodaj komentarz