poniedziałek , Październik 22 2018
Home / Okiem aparatu / Kuźnia ze Skwierzyny

Kuźnia ze Skwierzyny

W małym miasteczku Skwierzyna koło Gorzowa Wielkopolskiego mieszka dwóch kumpli. Tomek i Robert przyjaźnią się właściwie od dziecka i są bikerami z krwi i kości. Kochają jazdę na motocyklu, ale nie interesują ich pachnące świeżym lakierem sprzęty wyprowadzone z salonu. Jeżdżą na motocyklach złożonych własnymi rękami, zbudowanych według własnego pomysłu. Zbudowanych, a nie zmontowanych z katalogowych części. Jednym słowem stara szkoła w najbardziej klasycznym wydaniu. Customizing traktują hobbystycznie jako pole twórczego wyżycia się. Mają w swym dorobku kolekcję kilku sprzętów zbudowanych z wykorzystaniem różnej bazy, począwszy od Junaka, na japońskich „fałkach”, Harleyu i samochodowych podzespołach kończąc. Jedną z trajek, które powstały w Skwierzynie opisywaliśmy w CUSTOMIE nr 2/2009.IMG_6260

 

Proces customizingu zawsze zaczyna się u nas od znalezienia dawcy, czyli motocykla bazowego, potem rodzi się koncepcja, którą się rozwija. Dalej następuje etap realizacji, czyli bród, smród, iskry, pył i po jakimś czasie z reguły mamy już dosyć tej roboty, ale kiedy nadchodzi czas pierwszej przejażdżki, przychodzi zadowolenie – jest gites.

Tak w skrócie team ze Skwierzyny opisuje swą customową działalność. Zaczynali kilkanaście lat temu, kiedy byli jeszcze kilkunastoletnimi młodzieńcami. Tomek szczególnie upodobał sobie długie niskie motocykle z rozbudowaną karoserią – coś na kształt i podobieństwo Indiana Chiefa. Widoczny na zdjęciach brązowy Gold Wing jest trzecim z kolei motocyklem Tomka, który reprezentuje ten styl. Teraz jednak Tomek posunął się jeszcze dalej. Stylizacja customowego Gold Winga wywołuje skojarzenia z amerykańskimi samochodami z lat 40. i 50. przerobionymi w stylu lead slead. Dla nie wtajemniczonych – takim wozem jeździł Sylvester Stallone w filmie Cobra. Motocykl ma więc długą przysadzistą linię. Przy jego budowie Tomek zadbał o to, by restiling Hondy nie odbił się negatywnie na walorach eksploatacyjnych motocykla. Jest on bowiem używany między innymi podczas urlopowych wojaży, a tak się akurat składa, że Tomek najbardziej lubi jeździć po górskich drogach. Zawieszenie oparło się więc ingerencji, oddając do dyspozycji cały swój fabryczny skok. Poza tym, tak jak każdy normalny Gold Wing, maszyna Tomka posiada tempomat i wsteczny bieg. Zachowały się też oryginalne zegary, a własnej roboty wydechy nie brzmią zbyt natarczywie, by nie męczyć w długiej trasie. Przerabiając swojego Gold Winga Tomek chciał przede wszystkim znacznie obniżyć wysokość siedzenia kierowcy. W tym celu zmodyfikowana została tylna część ramy, co pociągnęło za sobą konieczność modyfikacji zbiornika paliwa, który mieści się pod siodłem. Efekt jest taki, że siodło kierowcy zbliżyło się do asfaltu o dobre 15 cm, niżej siedzi również pasażer. Przy okazji przemodelowania tylnej partii motocykla wzmocniono również wahacz. Po przeróbkach dużo łatwiej niż w normalnym „Goldasie” zmienia się tylne koło – wystarczy odkręcić cztery śruby. Niemal cała karoseria turystycznego krążownika została zaprojektowana i wykonana z laminatu przez właściciela motocykla. Z oryginalnych elementów pozostał jedynie dolny pas owiewek oraz osłony przednich tarcz hamulcowych. Szybę zaadoptowano z Hondy Pan European, elementy oświetlenia pochodzą od różnych dawców.

IMG_6472

Kiedy zapytałem obu customizerów o wrażenia z jazdy prezentowanymi sprzętami odparli krótko:

Brązowy to wygoda, przyjemność i kultura, aluminiowo-zielony to walka, walka i jeszcze raz walka.

Drugi z prezentowanych „Golasów” powstał na zamówienie kumpla. Charakter Radka można określić jednym słowem: dziki. I taki też jest jego motocykl. Radek uwielbia palenie gumy i inne ekscesy. To jeden z tych osobników, którzy wykorzystują tylko dwa skrajne położenia rolgazu. Ma już za sobą kilka bardziej lub mniej spektakularnych motocyklowych przygód, więc trzeba było złożyć dla niego sprzęta, który będzie pancerny – odporny na ciosy. Punktem wyjścia była rama z silnikiem i tylnym kołem od Gold Winga, którą Radek przytaszczył do warsztatu w 2004 roku z prośbą, żeby mu coś z tego wystrugać. Zaczęło się od połączenia hondowskiej piasty tylnego koła z felgą od samochodu BMW. Powstało w ten sposób koło o szerokości felgi wystarczającej do zamontowania opony 240 mm. Jak na tamte czasy, był to już naprawdę solidny walec. Idąc dalej tym tropem, przód też jest odpowiednio szeroki. Felgę wraz z oponą zapożyczono z motocykla sportowego, z tym że u dawcy elementy te pełniły rolę koła tylnego (szerokość opony 170 mm). Przednie zawieszenie składa się z teleskopów upside-down od Hondy VTX 1800 wstawionych w szerokie aluminiowe półki własnej roboty. Rama Gold Winga przeszła gruntowny restyling, tylny wahacz został poszerzony. Amortyzator tylnego zawieszenia pochodzący z motocykla sportowego powędrował na prawą stronę pojazdu. Zwarzywszy na ułańską fantazję właściciela motocykla, rama została w wielu miejscach wzmocniona, a głowice silnika znalazły schronIMG_6680ienie za masywnymi gmolami, do których przymocowano podnóżki wraz z całą przynależną im pedalerią. Elementy karoseryjne zostały w całości wykonane z blachy aluminiowej.

Parę razy widzieliśmy motocykle pomalowane tak, by przypominały bojowy odrzutowiec – malowanie imitowało połączone nitami płaty aluminium. Postanowiliśmy zrobić coś takiego w realu, czyli zrobiliśmy aluminiową karoserię. Blacha nie jest malowana, więc w razie gleby po prostu się powygina, ale nie trzeba będzie nic malować.

 

Motocykl wyszedł taki jak chcieliśmy – krępy, mocny i szczerze mówiąc dość szpetny, ale doskonale pasujący do charakteru właściciela. Zresztą Radek jest z nim bardzo szczęśliwy, stanowią razem zgrany duet.

Na wypadek gdybyście chcieli poznać inne dokonania teamu ze Skwierzyny zapraszamy na stronę internetową: www.SAM-MOTOR.PL

Artykuł pochodzi z numeru 4/2011.

Sprawdź także

Harley-Davidson WR – Klasyczna amerykańska wyścigówka

Na motocyklach takich jak ten ścigano się w Ameryce tuż przed wybuchem II Wojny Światowej …

Dodaj komentarz