wtorek , 26 października 2021

„Kultowy” Fat Boy

Najfajniejsze w motocyklach Harley-Davidson jest to, że potrafią bardzo przywiązać do siebie swych właścicieli. Fani motocykli z Milwaukee lubią przerabiać swe maszyny, bo to jeszcze bardziej cementuje związek jeźdźca i mechanicznego wierzchowca, a zwrot „on ma u mnie dożywocie” jest często słyszany podczas garażowych rozmów. Usłyszałem go również z ust właściciela Fat Boya, którego prezentujemy na zdjęciach, a historia którą mi opowiedział mówi wiele o więzi jaka może wywiązać się między człowiekiem a maszyną.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Czterdziestoczteroletni Jakub z Torunia jest strażakiem. Zamiłowanie do tego zawodu odziedziczył po ojcu, a że od małego pociągało go również nurkowanie został zawodowym nurkiem i od dwudziestu lat zajmuje się szkoleniem nurków oraz organizacją ratownictwa wodnego w straży pożarnej. Od zawsze też Jakub przejawiał zainteresowanie motocyklami. Miał różne sprzęty, a motocykl był wykorzystywany do codziennych dojazdów do pracy jak i dla samej przyjemności z jazdy. Jednym z jego ulubionych sprzętów była Yamaha TT-R 600, którą przerobił na supermoto. Musiał to być idealny sprzęt dla kogoś, kto z racji obowiązków zawodowych musi nie raz opuścić wygodny asfaltowy dywan, jednak Kuba zaczął zdradzać objawy fascynacji motocyklowym heavy metalem. Ponieważ amerykański oryginał pozostawał poza zasięgiem finansowym, Jakub zamierzał przesiąść się na Yamahę Drag Star.

Okazało się jednak, że jeden ze znajomych miał akurat na zbyciu Fat Boya z 2003 roku. Kiedy Jakub zobaczył ten motocykl był pod wielkim wrażeniem piękna klasycznej sylwetki, a kiedy się nim przejechał zrozumiał, że powrotu do japońskich motocykli nie będzie. Maszyna była w rocznicowym malowaniu, ale niestety nie było to malowanie fabryczne tylko jego amatorska replika. Trzeba było koniecznie przemalować motocykl tak, by odświeżyć jego wygląd, zachowując rocznicowy wystrój malowania i jednocześnie nadać mu indywidualny sznyt. I tu dochodzimy do kolejnej zajawki, która trapi Jakuba już od szczenięcych lat. Otóż jest on fanatycznym wręcz zwolennikiem muzycznego talentu Kazika i zespołu Kult. Wiadome więc było, że Harley będzie musiał nosić na swej karoserii „kultowe” akcenty. Wiadomo też było, że prędzej czy później na motocyklu pojawią się autografy muzyków z zespołu, trzeba było tylko postarać się o odpowiedni „żarówiasty” mazak, który nie wejdzie w reakcję z lakierem bezbarwnym jaki zostanie użyty do zabezpieczenia całego malowania. Projekt malowania, które obecnie zdobi karoserię Fat Boya, Jakub opracował wspólnie z Sidem i Adim, osobistościami dobrze znanymi na toruńskiej scenie customowej. Oprócz prac przy zmianie wizerunku motocykla Harley wymagał wielu poprawek po nie do końca fachowych naprawach. Trwało to jakiś czas, ale w końcu udało się doprowadzić motocykl do kultury, wymieniając wszystkie nieoryginalne części na fabryczne. Od tego czasu Fat Boy wiernie służy swemu właścicielowi bez najmniejszych grymasów i awarii. Kiedy wszystkie zabiegi zostały zakończone, Jakub udał się swoim Harleyem na koncert Kultu. Maszyna została zaprezentowana członkom zespołu. Słysząc dźwięk pracy potężnego widlaka nie mieli oni najmniejszych oporów, by złożyć na karoserii swe autografy, co było przysłowiową kropką nad i całego projektu. W ten oto sposób rocznicowy Fat Boy stał się jedynym w swoim rodzaju jeżdżącym przejawem uwielbienia dla muzycznego zespołu. To się wszystko lekko pisze, ale wyobraźcie sobie jaki stres musiał przeżywać Jakub i jego koledzy, kiedy stanęli oko w oko z członkami ulubionego zespołu. Zespołu, który jest dla nich światopoglądowym przewodnikiem. Stres ten był tak duży, że z całej tej akcji nie zachowało się żadne zdjęcie, bo człowiekowi, który miał uwiecznić tą chwilę z emocji tak trzęsły się ręce, że wszystkie zdjęcia były do wyrzucenia. Dla muzyków z Kultu to też musiało być swoiste przeżycie. Nie często przecież spotykają się z taką formą uwielbienia ze strony swych fanów. Od tego czasu Harley nosi imię Kazik. Maszyna wzbudza zainteresowanie wszędzie gdzie się pojawi no i chyba nie muszę dodawać, że ma u Jakuba zapewnione „dożywocie”.

 

Sprawdź także

Kafiakowy Goldas

Styl cafe racera jakoś nie chce wyjść z mody. Na kawiarniane wyścigówki przerabia się dziś …

Dodaj komentarz