niedziela , 25 lipca 2021

Kawasaki W650 „Flying Duxe”

Kawasaki W 650 to piękny przykład motocykla utrzymanego w nostalgicznej retro stylizacji. Model produkowany w latach 1999-2007, choć od strony technicznej był jak najbardziej na czasie, stylistyką nawiązywał do klasycznych brytyjskich twinów z lat 60. Już w swej seryjnej postaci motocykl ów wywołuje ślinotok u entuzjasty klasycznych linii, ale to co z niego zrobiono w warszawskim warsztacie Dos Manos wprawia w stan euforii.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Od zakończenia drugiej wojny światowej aż po koniec lat 60. angielskie motocykle królowały na rynku amerykańskim. Ceniono je za sportowy temperament i bardzo dobre prowadzenie. Jednak Amerykanie już wtedy lubili przerabiać swoje motocykle zmieniając ich wygląd i nie rzadko podnosząc moc. Jazda motocyklem była najbardziej popularna w Kalifornii i tak chyba pozostało do dziś. Amerykanie, szczególnie ci młodsi, lubili ostrą jazdę, a dobry motocykl musiał być szybki i na asfaltowej szosie i na pustyni. By sprostać tym wymaganiom motocykl musiał mieć duży mocny silnik i powinien być lekki. Ową lekkość osiągało się przez usuwanie wszystkiego co zbędne i redukcję elementów karoseryjnych do szczątkowej postaci. Tak przerobiony motocykl nazywano bobberem. Jeśli była to maszyna angielskiego pochodzenia, to w latach 50. i 60. wyglądała mniej więcej tak, jak maszyna, którą widzicie na zdjęciach.

Autorem customowego projektu jest Artur Aguilar, który dzieciństwo (do dziesiątego roku życia) spędził w kraju pochodzenia swego ojca, czyli w Meksyku. Tam też złapał motocyklowego bakcyla, bowiem na motocyklach i skuterach jeździła cała rodzina.  Kiedy Artur miał 5 lat ojciec wraz z wujkiem sprezentowali mu mały dziecinny motorek meksykańskiej marki Carabela. Maszynka nie była nowa, więc Artur od małego uczył się nie tylko jazdy, ale również pracy przy sprzęcie. Wyniesiona z dzieciństwa motocyklowa zajawka trzyma go do dziś tak skutecznie, że całe swoje zawodowe życie związał z motocyklami. Jeszcze w czasie nauki w technikum samochodowym na Hożej w Warszawie trafił do warsztatu Free Rider Motorcycles. Warsztat ten zajmował się wyłącznie customizingiem Harleyów, więc Artur oprócz czynności typowo serwisowych i naprawczych zapoznawał się w praktyce również z projektowaniem i fabrykacją części. Jako pracę dyplomową wraz z kolegami wykonał remont Zündappa DB 200 dla Muzeum Techniki w Warszawie. Następnym miejscem pracy Artura był działający do dziś motocyklowy warsztat PJP. Tam również, oprócz bieżącego serwisu i napraw, realizuje się customowe projekty oraz przeprowadza renowację zacnych motocykli, które lata młodości mają już dawno za sobą. Pracując w PJP Artur rozwijał swą motocyklową pasję i wiele się nauczył. Naturalną koleją rzeczy była decyzja o zawodowym usamodzielnieniu i w 2011 roku ruszył warsztat Dos Manos. Ostatnio jednak Artur doszedł do wniosku, że lepiej czuje się jako mechanik niż przedsiębiorca i obecnie wykorzystuje swe umiejętności i wiedzę pracując razem z Christianem Boosenem w warsztacie 86 Gear.

Prezentowany motocykl należy do Bartka Prosta i jest to już trzeci projekt customowy, będący efektem współpracy Bartka z Arturem. Pierwszym projektem była lekko dłubnięta Honda CX 500, którą opisywaliśmy w numerze 1/2017, drugim przerobiona, jak określili to twórcy, w mieszance klimatów lowrider, bratstyle Yamaha XS 650. Yamahy jeszcze nie widziałem, ale to W650 bardzo przypadło mi do gustu. Bazowy motocykl pochodzi z 2000 roku, a więc z pierwszych lat produkcji tego modelu. Maszyna była po lekkim „paciaku”, ale atutem był doskonały stan silnika, który zdążył przejechać zaledwie dziesięć tysięcy kilometrów.

Celem przerobienia tego motocykla było osiągnięcia efektu maszyny klasycznej, zachowanej w stylistyce lat 40-50 z detalami typowymi dla motocykli brytyjskich, a jednocześnie w kalifornijskim klimacie pierwszych bobberów, nie miała to być spartańska przeróbka, stąd chrom i detale art deco. Można powiedzieć że jest to prawilny bobber ale w wersji De Luxe!

Dzięki wymianie tylnych amortyzatorów i modyfikacji widelca maszyna „siedzi” o 5 cm bliżej ziemi. Jak widzicie seryjne błotniki, oświetlenie i kanapa zostały usunięte i zastąpione nowymi bardziej stylowymi i lżejszymi elementami. Tylna część ramy za węzłami mocowania amortyzatorów został odcięta. Zamknięcie ramy wykonano w taki sposób, by po zamontowaniu kanapy pozostało niewidoczne. To wyróżnia ten motocykle na tle setek innych projektów, gdzie konstruktorzy pozostawiają zamknięcie ramy na widoku i jeszcze często wkomponowują tam ledowe tylne światła. Drugą cechą, która wyróżnia Bartkowe Kawasaki na tle wielu innych customowych projektów jest to, że oryginalny filtr powietrza, boczki i wszystko co kryje się pod kanapą pozostało na swym miejscu. Moim zdaniem dzięki temu motocykl wygląda dużo lepiej niż w przypadku gdyby wypruto wszystko spod kanapy, jak to się dziś często robi. Sama kanapa jest przemodelowana, mocno odchudzona i na nowo tapicerowana, ale opiera się na oryginalnej podstawie, dzięki czemu można ją elegancko otwierać z klucza jak w motocyklu seryjnym, co znacznie ułatwia codzienną eksploatację. Zgrabne minimalistyczne błotniki wyklepał z blachy Rafał Rodents znany nie tylko na customowej scenie motocyklowej, ale również wśród entuzjastów klasycznych fur amerykańskich. Dziełem Rafała jest również misternie wykonany reling za kanapą, zresztą w tym W 650 znajdziemy wiele detali wykonanych od podstaw bądź przerobionych z wielką dbałością o estetykę. Koła pozostały seryjne, z tym że szprychy pochromowano, a na obręczach pojawiły się wintydżowe opony mające profil i wzór bieżnika pochodzące z lat 20. ubiegłego wieku. Do klimatu tego projektu idealnie pasują stylowe lampy oraz charakterystyczna kierownica. Ponieważ jest ona wąska u podstawy trzeba było zrezygnować z oryginalnych zegarów i zastąpić je pojedynczym prędkościomierzem. Kontrolki zapożyczono ze sprzętu muzycznego. Artur postanowił zachować oryginalną stacyjkę, ale przeniesienie jej w okolice główki ramy, by nie psuła widoku zza kierownicy, wymagało sporo zachodu (oryginalna stacyjka została rozebrana, pozbyto się blokady kierownicy, wyspawano nowa obudowę i w efekcie stacyjka uzyskała kompaktowe rozmiary). Z wintydżowym stylem motocykla doskonale korespondują tłumiki z rybim ogonem. Kosztowało jednak dużo pracy by je odpowiednio wyciszyć, bo bez tego motocykl ryczał strasznie oraz aby nowe tłumiki nie powodowały obniżenia osiągów motocykla. Malowanie karoserii powierzono Wojtkowi Szubertowi, a szparunki i emblemat na zbiorniku zostały wykonane wprawną ręką Magdy, partnerki Rafała Rodentsa. Ciekawostką są elementy z naturalnie utlenionej miedzi, znajdują się na zbiorniku paliwa, kto z was zgadnie gdzie?? Za ten pomysł i wykonanie odpowiada sam właściciel maszyny. Wszystkie osoby zaangażowane w realizację tego projektu spisały się na medal, a proces metamorfozy W 650 pochłonął około 300 roboczogodzin.

 

Sprawdź także

Pierworodny

Choć Łukasz Śniadach zwany przez przyjaciół „Malborem” dłubie w motocyklach niemal przez całe życie, a …

Dodaj komentarz