wtorek , 26 października 2021

Kawasaki Bobber z Torunia

Zawsze twierdziłem, że motocykle wywołują bardzo pozytywne zamieszenie w naszym życiu. Znam to z własnego doświadczenia, z najbliższej rodziny, potwierdza to również wiele zasłyszanych historii. Jak choćby ta, której finałem jest motocykl widoczny na zdjęciach.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Właścicielem i twórcą tego zgrabnego, chudego bobberka jest dobiegający pięćdziesiątki Mariusz Kostrzewski z Torunia. Jest osobnikiem wszechstronnie uzdolnionym, bowiem w rubryce zawód może wpisać: muzyk, automatyk przemysłowy, inżynier technolog budowy maszyn. Jak twierdzi praca przy realizacji projektu customowego przypomina komponowanie utworu muzycznego. Wymaga również sporej dawki kreatywności, potrafi pochłonąć wiele nieprzespanych nocy i wymaga intensywnego myślenia.

Z motocyklami Mariusz miał kontakt już w dzieciństwie, bowiem jego ojciec na nich jeździł. Sprzętami, które Mariusz najbardziej zapamiętał z rodzinnego domu były: Jawa 175, Pannonia z koszem i SHL Gazela. Jako nastoletni uczeń szkoły muzycznej Mariusz dojeżdżał na zajęcia Jawą 50. Próbował też podbierać ojcu większą Jawę 175, jednak wkrótce przyszły w naszym kraju zmiany ustrojowe, które oprócz wielu pozytywnych efektów miały też taki skutek, że na jakiś czas niemal wymiotły motocykle z polskich dróg. Stało się tak dlatego, że nagle wszyscy rzucili się na prywatny import aut. Marzeniem statystycznego Polaka był Golf dwójka, więc masowo pozbywano się motocykli, by zrobić miejsce na wymarzone auto. Podobnie zrobił ojciec naszego bohatera. Porozdawał wszystkie swoje motocykle, by w garażu mogło stanąć „wspaniałe” auto o dumnej nazwie Dacia 1300. Jakby rozpędem tego zjawiska Mariusz również na wiele lat zapomniał o motocyklach i powrócił do nich dopiero jako w pełni dojrzały mężczyzna. Pierwszą po latach maszynę kupił w tajemnicy przed żoną i była to Yamaha Drag Star 650. Tajemnicy nie dało się długo utrzymać i żona zamiast, jak to się często zdarza, robić wyrzuty wyraziła się tylko sceptycznie:

– Jak ty będziesz jeździł z chorym kręgosłupem?

W praktyce wyszło tak, że kiedy tylko Mariusz wskoczył na motocyklowe siodełko mógł zapomnieć o rehabilitacji i masażach, bo przestały być potrzebne.

Tak doszliśmy do pierwszego pozytywnego zawirowania życiowego wywołanego motocyklową zajawką, ale na tym bynajmniej nie koniec. Żona Mariusza stwierdziła, że nie będzie sama siedzieć w domu, kiedy on włóczy się po szosach. Szybko zrobiła stosowne prawo jazdy i stała się motocyklistką. W ten sposób motocykl nie tylko nie osłabił związku, ale wręcz go scementował. Państwo Kostrzewscy zaliczali coraz dłuższe trasy, zabierając w drogę również dzieci. Zjeździli całą Polskę i solidny kawał Europy szybko przesiadając się z cruiserów na motocykle turystyczne. By zanadto nie przedłużać tej opowieści powiem tylko, że w tej chwili Mariusz jeździ KTM 1190 Adventure, a jego żona Hondą NC 750.

Motocyklowa aktywność Mariusza nie ogranicza się jednak do turystycznych wojaży. Jest on człowiekiem, który nie znosi bezczynności, więc by czymś wypełnić długie zimowe wieczory zajął się customizingiem, a pierwszą maszynę, która „przyszła na świat” w jego warsztacie oglądacie właśnie na zdjęciach. O wszystkim, jak to często bywa, zadecydował przypadek. Przyjaciel Mariusza kupił w swoim czasie stare Kawsaki KZ 400 J z zamiarem przerobienia go w amerykańskim stylu. Zdążył już nawet zdemontować wahacz, ale musiał zmienić plany życiowe i wyjechał za granicę zostawiając Mariuszowi rozgrzebany motocykl ze wszystkimi narzędziami, wśród których był nawet migomat. Tak zaczęła się Mariusza przygoda z customizingiem. Wyrychtował sobie w firmie mały warsztat, zmajstrował stół pomocny przy przeróbkach ramy i po wypiciu hektolitrów kawy z warsztatu wyjechał ten zgrabny bobberek. Większość prac przy realizacji projektu Mariusz wykonał sam, czasami, gdy było to konieczne, mógł liczyć na pomoc pracowników własnej firmy lub zaprzyjaźnionych fachowców. Z oryginalnego motocykla pozostał silnik, przednia część ramy z główką, kołyskami i mocowaniami silnika, widelec oraz koła. Motocykl został przerobiony na sztywny. Nowa tylna sekcja ramy została połączona z oryginalną. Chodziło o to, by uzyskać niską trójkątną linię, podobną do tej jaką miały motocykle produkowane w latach 30. Efektem tych przeróbek jest wydłużenie rozstawu osi o 13 cm. Ponieważ nie udało się znaleźć odpowiednio długiego łańcucha, trzeba było połączyć dwa, a na ramie znalazło się kółko podpierające łańcuch w jego dolnej części. Siodło zostało zamocowane na sztywno, by nie zaburzać niskiej linii maszyny. W tak minimalistycznym motocyklu karoseria ma formę szczątkową w postaci zbiornika paliwa pochodzącego z Kawasaki LTD 450, który doskonale tu pasuje oraz wąskiego i krótkiego błotnika. Malowaniem karoserii zajął się zaprzyjaźniony artysta Adi, natomiast szata graficzna pozostałych elementów maszyny jest dziełem Mariusza.

Ten Kawasaki Bobber nie tylko na dobre wkręcił Mariusza w customizing, ale również dostarcza mnóstwa funu podczas jazdy, gdyż prowadzi się lekko jak rower. Próżno za jego sterami szukać komfortu, toteż Mariusz dosiada go okazjonalnie, ale za każdym razem zsiada z niskiej maszyny szeroko uśmiechnięty.

Projekt został z sukcesem zakończony, nastały kolejne zimowe wieczory, ręce świerzbiły więc trzeba je było czymś zająć, ale o tym opowiem w kolejnych wydaniach naszego magazynu.

Sprawdź także

„Kultowy” Fat Boy

Najfajniejsze w motocyklach Harley-Davidson jest to, że potrafią bardzo przywiązać do siebie swych właścicieli. Fani …

Dodaj komentarz