wtorek , Grudzień 18 2018
Home / Okiem aparatu / Kartoteka Habety – Cz.5 „Marlboro”

Kartoteka Habety – Cz.5 „Marlboro”

Wywiadowcę ogarniały jednak coraz większe wątpliwości. Spędzał coraz więcej czasu z załogą Habety i nie mógł znaleźć nic, co mogłoby świadczyć o ich działalności przestępczej, czy jakichś przekrętach. Mało tego! W porównaniu z motocyklistami których poznał, jego koledzy z komisariatu zdawali się być ludźmi miałkimi i nie ciekawymi, a już najgorszy był śledczy, który kazał mu znaleźć jakiś dowód na nielegalną działalność Habety. Maczała coraz lepiej czuł się w towarzystwie motocyklistów, a coraz gorzej na komisariacie. Dziś wybierał się właśnie do człowieka, którego zwą „Marlboro”. Z tą znajomością wiązał pewne nadzieje, bowiem ojciec „Marlboro” był kiedyś policjantem, więc jeśli habetowcy mają coś za uszami, najłatwiej mu będzie wydobyć to od syna policjanta.

Maczała podjechał pod drzwi garażu i zatrąbił. Drzwi uchyliły się ukazując wyszczerzoną w uśmiechu twarz „Marlboro”

Dobrze, że jesteś, właśnie remontuję starego Awoszczaka, to dwie dodatkowe ręce się przydadzą, właź!

Maczała wszedł do środka i od razu zaczął rozpytywać znajomego.

Słuchaj, a właściwie to dlaczego mówią na Ciebie „Marlboro”?

„Marboro” poszedł w kąt garażu zrzucając plandekę ze stojącego tam motocykla. Oczom Maczały ukazał wąski i niski Harley z wielkim srebrzystym bakiem, na którym wymalowano talię kart i trupią czachę.

Dlatego.

Widząc nic nie rozumiejące spojrzenie Maczały „Marlboro” kontynuował.

Nie widziałeś filmu „Harley-Davidson i MarlboroMan” z Mickey Roukrke i Donem Johnsonem? Chłopie, coś ty robił w szkole? Chciałem być jak Mickey Rourke, więc zbudowałem własną replikę „Czarnej śmierci”, czyli motocykla jakim jeździł tytułowy bohater z tego filmu.

Maczała dokładnie obejrzał motocykl, który bardzo mu się spodobał, po czym zapytał nieśmiało:

– A mógłbym się tym przejechać?

–  Jasne, tylko uważaj, bo jest ostry.

Maczała odpalił silnik i ostrożnie wyprowadził Harleya z garażu. Wytoczył się na prostą i szeroko odkręcił gaz. Z wąskich dragpajpów rozległ się ogłuszający ryk, tylna opona zapiszczała, motocykl zamerdał lekko tyłem i wystrzelił do przodu. Maczała wbijał kolejne biegi i poczuł jak ogarnia go euforia. Przydrożne drzewa umykały do tyłu coraz szybciej, pęd powietrza z każdą sekundą intensywnie narastał, czuć było wibracje silnika. Maczała chłonął jazdę każdym zmysłem, Harley brzmiał inaczej, przyspieszał inaczej, nawet pachniał inaczej niż jego Yamaha. W jednym momencie Maczała zrozumiał, dlaczego chłopaki z Habety tak pasjonowali się Harleyami. Zredukował bieg by wejść w zakręt, z wydechów dobyła się seria głośnych wystrzałów i motocykl płynnie wpisał się w łuk. Maczała poczuł się jakby mu skrzydła wyrosły u ramion. Tak, to jest to! Grzmiąc na takiej maszynie można zapomnieć o wszystkich problemach. Nagle śledczy i praca na komendzie wydały się mało znaczącym epizodem, liczył się tylko ryk silnika i pęd powietrza – to było wspaniałe, oczyszczające umysł i duszę doświadczenie. Na skrzyżowaniu zawrócił i popędził do garażu.

No i jak było?

– Stary zarąbiście, ja też muszę mieć taki motocykl!

– Powoli, powoli, jak nie dysponujesz dużą kasą, to musisz uzbroić się w cierpliwość i być konsekwentnym, ale w końcu będziesz miał swojego Harleya, tak jak ja.

– No właśnie – jak ty do tego doszedłeś?

-Przede wszystkim tego Harleya poprzerabiałem sam. Jeśli nie chcesz zostawić dużej kasy w warsztacie musisz sam nauczyć się robić przy sprzęcie. Ja miałem łatwiej, bo skończyłem szkołę mechaniczną i potem pracowałem w stoczni. Gdy w Szczecinie zamknęli stocznię wyjechałem najpierw do Emiratów Arabskich a potem do Norwegii i tam też pracowałem w zawodzie. Nieźle zarabiam, ale przede wszystkim umiem spawać, znam się na obróbce skrawaniem i ogólnie radzę sobie  z mechaniką. Pierwszego Komarka miałem już w podstawówce, potem naprawiłem starego Awo Simsona, którym kiedyś jeździł mój ojciec, a potem przez długie lata miałem przerwę, bo musiałem zająć się domem i rodziną i jakoś się ustawić w życiu, ale od kilku lat system pracy w Norwegii pozwala mi systematycznie co jakiś czas wracać do domu i mogę się zająć motocyklowym hobby. Najpierw kupiłem Road Kinga, którego trochę po swojemu poprzerabiałem. Tak poznałem chłopaków z Habety, jeździliśmy razem na zloty, poznałem wielu fajnych ludzi i wkręciłem się w to bez reszty. Dwa lata temu kupiłem od chłopaków z Habety sprowadzoną z USA Dynę z 1998 roku jeszcze z silnikiem Evo. Chciałem motocykl z tym silnikiem, bo można w nim więcej samodzielnie podłubać, niż w nowszych Twin Camach. Jak się przejechałem tym motocyklem od razu wyszło na jaw, że ktoś wcześniej musiał podrasować silnik, bo ten Harley szedł jak zły. Poza tym sprzęt ten nieco przypominał „Czarną Śmierć” z filmu, więc wpadłem na pomysł, by dokończyć coś, co ktoś już zaczął i chciałem zrobić możliwie najbardziej wierną kopię filmowego motocykla. Nie było to w stu procentach możliwe, bo motocykl na którym jeździł Rourke miał ramę typu FXR, czyli wcześniejszą, a to jest Dyna. Poszperałem w Internecie i zrobiłem sobie pełną dokumentację „Czarnej Śmierci”. Kupiłem przedni widelec Ultima o długości takiej jak w Softailu. Żeby uzyskać linię „Czarnej Śmierci” zwiększyłem kąt pochylenia główki do 42°, dodatkowo zastosowałem przesunięcie w półkach o kolejne 3°, więc w sumie widelec pochylony jest o 45°, tak jak w filmowym motocyklu. Zamontowałem ładne osiemdziesięcioszprychowe koła. Z przodu mam oponę 90/90-21, a z tyłu 140/90-16. Zamiast tylnych amortyzatorów zamontowałem sztywne wsporniki, aby obniżyć motocykl. Siodło zamontowałem jednak na sprężynach, bo nie jestem takim twardzielem jak Mickey Roukrke. Na koniec musiałem zająć się karoserią. Poszerzyłem zbiornik paliwa, skróciłem i przemodelowałem tylny błotnik, a także wyklepałem z blachy elementy karoseryjne pod siodłem i w okolicach zbiornika paliwa, które upodabniają Dynę do FXR. Wyszło całkiem fajnie i trzeba się bardzo dokładnie przyjrzeć zdjęciom oryginalnej „Czarnej Śmierci” by dostrzec różnice. Z silnikiem nie musiałem nic robić, bo był w doskonałej kondycji. Wydechy, kierownica, osprzęt i hamulce, wszystko jest wzorowane na filmowym motocyklu. Jazda moją repliką daje mi mnóstwo frajdy. Sprzęt zbiera się znacznie lepiej niż oryginalny Harley. Teraz myślę o budowie kolejnej filmowej repliki. Będzie to motocykl w stylu lat 60., ale więcej szczegółów nie zdradzę, bo to na razie tajemnica.

Maczała wracał do domu odmieniony, czuł, że musi coś zrobić ze swoim życiem, powoli zaczęła w nim kiełkować myśl, by rzucić pracę w policji. Przynajmniej nie będzie już musiał słuchać śledczego i znosić jego obsesyjnej niechęci do motocyklistów.

 

Artykuł pochodzi z numeru 4/2014

Sprawdź także

Czystość formy – BMW R 100RT Cafe

Właścicielem zgrabnego „kafiaka” jest trzydziestopięcioletni Paweł Czerwiński z Warszawy. Choć prawo jazdy na motocykl ma …

Dodaj komentarz