niedziela , 25 lipca 2021

Guzzi Cafe

Jakiś czas temu przedstawiliśmy zgrabnego bobberka na bazie czterocylindrowej Kawy zbudowanego przez Mariusza Kostrzewskiego z Torunia. Teraz zaprezentujemy kolejny z jego nietuzinkowych motocykli.

Tekst i zdjęcia: Lech Wangin

Mariuszowi spodobało się dłubanie w motocyklach i przekształcanie ich według własnego pomysłu. Po skończeniu budowy bobbera Kawasaki, Mariusz wkręcił się w temat cafe racerów. Pomyślał nawet o tym by następny customowy projekt był motocyklem dla córki, która zdradzała zainteresowanie wspólną jazdą i miała w planach zdobycie motocyklowego prawa jazdy. MotoGuzzi V 35 Imola z 1981 roku, jaki wpadł mu w ręce, był wprost wymarzoną bazą do budowy kafiaka. Po pierwsze Moto Guzzi to klasyczna włoska marka z chlubnymi tradycjami. Tych motocykli nie spotyka się na każdym kroku, więc już w fabrycznej postaci obdarzone są dużą dozą indywidualizmu. Lata 70. i 80. to dobry okres w historii włoskiej marki. Po sukcesie modelu V7, który debiutował na przełomie lat 60 i 70. oraz jego pochodnych, ze sportowym modelem Le Mans na czele, pod koniec tej dekady wprowadzono nową rodzinę charakterystycznych maszyn z ustawionym wzdłużnie chłodzonym powietrzem dwucylindrowym silnikiem. V 35 i V 50 były jakby miniaturami większych modeli. Oferowały ten sam charakterystyczny klimat i bardzo dobre własności prowadzenia, które zawdzięczały dobremu rozłożeniu mas i sztywnej ramie. Ich małe silniki wyglądały i brzmiały podobnie jak w modelach z większymi „fałkami”. V 35 i V50 były więc przeznaczone dla tych, którzy z takich czy innych względów nie mogli pozwolić sobie na Le Mans, Californię, czy Mille GT. Paleta modeli napędzanych silnikami o pojemności 350 i 500 ccm była bardzo szeroka, a rolę topowych sportowych odgrywały V 35 Imola oraz V 50 Monza. Oba były bardzo podobne do słynnego modelu Le Mans. Tak więc kupując Imolę z 1981 roku Mariusz wszedł w posiadanie zacnego klasyka z renomowanej włoskiej stajni. To niewątpliwy atut, lecz kiedy są blaski, muszą być i cienie. Otóż motocykl był w dość podłym stanie, ale to nie zniechęcało Mariusza i udało mu się przywrócić Gutkowi właściwą mechaniczną kondycję. Jeśli zaś chodzi o zmiany stylistyczne, to Mariusz postanowił, że nie będzie robić włoskiemu klasykowi krzywdy i wszystkie fabryczne elementy, które zostały zdemontowane, starannie zabezpieczono i odłożono na półkę, aby zawsze można było przywrócić Gutkowi jego fabryczny kształt. Z tego też powodu rama ustrzegła się jakichkolwiek ingerencji. Snopy iskier sypiące się w warsztacie? Nie tym razem. By przywrócić maszynie dawny blask Mariusz pokrył nowym lakierem ramę, wahacz, koła i dolne lagi widelca. Spośród elementów karoseryjnych jedynie zbiornik paliwa pozostał na swym miejscu, a jego malowanie jest dziełem Adiego, który malował nie tylko wszystkie motocykle Mariusza, ale również wiele innych customowych projektów, które powstają w bliższych i dalszych okolicach Torunia. W celu odchudzenia maszyny i zmiany stylizacji zgodnie z kafiakowymi kanonami, motocykl otrzymał nową, bardziej płaską kanapę z charakterystycznym zadupkiem, boczki zostały usunięte, a w miejsce oryginalnych błotników pojawiły się nowe chromowane, dzięki czemu Gutek wygląda bardziej klasycznie. Błotniki pochodzą z bliżej niezidentyfikowanego motocykla klasy 125 ccm. Oryginalna kierownica pozostała na swym miejscu, bo idealnie wpisuje się w kafiakowy styl, natomiast oryginalny kokpit zastąpiły pojedyncze zegary w metalowych obudowach. Ponieważ maszyna została pozbawiona charakterystycznej owiewki, trzeba było zamontować klasyczny, okrągły reflektor. Nowe są również kierunkowskazy i customowa tylna lampa. Gaźniki zasysają powietrze przez stożkowe filtry, a rolę fabrycznych tłumików przejęły krótkie stożkowe pochodzące z aftermarketowego katalogu. Choć V35 Imola w fabrycznej postaci wygląda wprost wybornie, przebudowa wcale mu nie zaszkodziła (tym bardziej, że zawsze można wrócić do stanu fabrycznego). Motocykl stał się lżejszy i nabrał nieco innego, customowego stylu, ale z pewnością zachował swój charakter i odzyskał dawną mechaniczną kondycję. Dobra robota!

Sprawdź także

Pierworodny

Choć Łukasz Śniadach zwany przez przyjaciół „Malborem” dłubie w motocyklach niemal przez całe życie, a …

Dodaj komentarz