niedziela , 25 października 2020

„Gdzie jest Anna?” Czyli jazda antycznymi motocyklami po polach bitew I Wojny Światowej w belgijskiej Flandrii

Dźwięk starego motocykla jest nie do pomylenia. Wydech dudni, zawory terkoczą, biegi wchodzą z głośnym stukiem, a sygnał dźwiękowy uruchamia się gumową gruszką a nie elektrycznym przyciskiem. Zresztą klakson i tak nie jest potrzebny, bo szerokie spektrum dźwięków jakie wydaje z siebie antyczny motocykl jest słyszalne na długo przed pojawieniem się w polu widzenia maszyny i dosiadającego jej jeźdźca. Widok, dźwięk i zapach antycznych motocykli jest dziś rzadko spotykanym zjawiskiem, gdyż wiele z tych zacnych maszyn stało się lokatą kapitału i stoją nieruchomo w garażach, choć zostały zbudowane jako środki codziennego transportu i właśnie ich funkcja świadczy o ich wartości. Na szczęście imprezy takie jak „Where is Anna?” (Gdzie jest Anna?) przywracają te motocykle do ich naturalnego środowiska, to znaczy na wąskie kręte drogi łączące małe wioski. Ponad 85 unikalnych motocykli uczestniczyło w drugiej edycji imprezy w Middelkerke w Belgii. Główną atrakcją był przejazd przez rejony, gdzie toczyły się krwawe walki podczas I Wojny Światowej. Jak się miało okazać nie tylko sceneria była „autentyczna”, ale to nie powstrzymało ani jeźdźców ani ich leciwych maszyn.

Tekst i zdjęcia: Horst Rösler

Lokalizacja imprezy nie jest łatwa do znalezienia, ale ma znaczenie historyczne: farma na obrzeżach Oud Mannekensvere ma korzenie sięgające 1392 roku. Posiadłość należała do Templariuszy, a swoją nazwę „Koude Schuur” (Zimny Folwark) zawdzięcza podmokłej ziemi, którą trudno było osuszyć. Nie tylko wiecznie zmieniające się koryto rzeki IJzer kształtowało krajobraz, sztormy na Morzu Północnym i powodzie miały też w tym udział. Najbardziej jednak odbił się na tej ziemi kataklizm wywołany ręką człowieka. Niezliczone kamienie pamiątkowe i cmentarze przypominają o zaciętych walkach, jakie toczyły się w tym rejonie  podczas I Wojny Światowej. Rzeka IJzer i otaczający ją krajobraz stały się północną linią okopów, które ciągnęły się od wydm Nieuwport do szwajcarskiej granicy w okolicach Pfetterhouse. W rezultacie czterech bitew o Ypres Salient pomiędzy 1914 a 1918 rokiem każde miasto i wioska zostały zrównane z ziemią przez ostrzał artyleryjski, pozostawiając tylko pole kraterów wypełnione błotem i wodą. „Koude Schuur” była jedną z pozycji w systemie niemieckich okopów i umocnień.

Dziś „Koude Schuur” z otaczającą historią i wąskimi drogami, które przypominają te z pierwszych lat motocyklizmu, jest fantastycznym miejscem na spotkanie antycznych motocykli.

Za całe „zamieszanie” odpowiedzialny jest zespół entuzjastów skupiony wokół Hansa Devosa z H-D Classic z belgijskiej miejscowości Baal. Druga edycja „Where i Anna?” potroiła liczbę uczestników z premierowej edycji imprezy. Jeśli wziąć pod uwagę perfekcyjną organizację weekendu 15-18 sierpnia, to nie ma się czemu dziwić. Na sobotę 17 sierpnia przewidziano osiemdziesięciopięcio kilometrową przejażdżkę przez region Flandrii, gdzie trasa kilkakrotnie przecinała linię frontu z lat 1914-18.

Jak się potem okazało, jeszcze jeden element tego weekendu był bardziej “autentyczny” niż przewidzieli to organizatorzy i uczestnicy: Pogoda! W prawdziwie belgijskim letnim stylu, deszczowe szkwały o różnej intensywności zaczęły się w momencie, gdy pojawili się pierwsi uczestnicy w czwartek i trwały w różnej formie do soboty. Poruszanie się po okolicy w pierwszych dniach nie było tym, co wymarzyli sobie właściciele cennych starych maszyn, zwłaszcza że temperatury spadły do poziomu raczej nie spotykanego w sierpniu.

Podczas gdy odprawa przed startem i sam start przejazdu odbyły się jeszcze przy suchej pogodzie, pierwszy deszcz przywitał motocyklistów już na piątym kilometrze trasy prowadzącej do pierwszego postoju – niemieckiego cmentarza poległych w I Wojnie Światowej w Vladso. Pochowano tu 25 644 żołnierzy i nie jest to bynajmniej największy cmentarz ofiar Wielkiej Wojny w tej okolicy. Deszcz ustał podczas przerwy i kolejnej części trasy wiodącej do Dixmuide. I tym razem wiodła ona po wąskich drogach łączących farmy zagubione w dolinie. Ze względu na dużą ilość imprez odbywających się równolegle w tym samym czasie oznaczenia trasy dokonano w nocy przed wyjazdem. Kolejnym asem w rękawie organizatorów był lokalny klub Vespy, który blokował skrzyżowania na czas przejazdu kolumny, pozwalając uczestnikom na bezstresową jazdę. Stare motocykle biorące udział w imprezie mogły z powodzeniem być w tych okolicach i pokonywać te drogi już w historycznych czasach. Ich rachityczne hamulce bynajmniej nie zmieniły się od tamtego czasu, w przeciwieństwie do realiów ruchu. Pomoc członków Vespa Clubu była więc bardzo cenna. Mijając wieżę Yser i kompletnie odbudowane centrum, żelazny konwój wjechał do Lo, mijając bramę „Westpoort” i pobliskie „drzewo Cezara”, gdzie (zgodnie z legendą) Juliusz Cezar zatrzymał się na nocleg w 55 r.p.n.e. w drodze do Brytanii. W drodze nad kanałem Lovart do Alveringem na uczestników czekała ruchoma sesja zdjęciowa podczas mijania kościoła Sint Audomarus oraz zasłużony obiad. Niestety podczas obiadu ponownie zaczęło padać. Witamy we Flandrii i na belgijskim wybrzeżu!

Na szczęście najgorsza ulewa trwała tylko tyle ile przerwa na obiad w restauracji „Petrus”. Kiedy ruszaliśmy w dalszą trasę deszcz zmienił się w lekką mżawkę, która ustała po drodze do ostatniego postoju w „Dodengang”. Usytuowany na wschodnim brzegu rzeki IJzer, około półtora kilometra na północ od Dixmuide, „Okop Śmierci” jest oryginalnie zachowanym miejscem walk, które widziało zmagania walczących armii praktyczne przez całą wojnę od 1914 do września 1918 roku. Okopy utrzymane obecnie przy pomocy betonowych worków i muzeum otwarto dla uczestników rajdu na ostatnią i suchą sesję zdjęciową z grupami rekonstrukcyjnymi i ciężarówką wojskową Ford z 1918 roku. Każdy z uczestników mógł wjechać swoim motocyklem na ten historyczny teren do zdjęcia zaaranżowanego w ramach „weekendowego pakietu” „Where i Anna”. Ostatnia część wycieczki do bazy w „Koude Schuur” odbyła się już w słońcu…

Wieczór pełen był opowieści o tej i poprzedniej imprezie. Nie ma wątpliwości, że kierowcy antycznych motocykli łatwo nawiązują kontakty i nie ważne jest jakiej marki jest ich pojazd. Motocyklowa historia była obecna w wielu wariacjach, a limit roku budowy do 1931 nie był przestrzegany zbyt surowo. Po ceremonii rozdania pucharów nastał czas na relaks, luźne rozmowy i lekką balangę. Pozostaje jedno pytanie, czy znaleźli Annę i kim jest Anna, która dała imię tej imprezie? Jak mówi legenda, Anna była służącą belgijskiego króla Alberta I, który stacjonował wraz ze swoimi wojskami w tym rejonie. Motocyklowy kurier zakochał się w niej i wrócił po wojnie by ją odnaleźć.

Nawet jeśli nie znaleźli Anny, to znaleźli fajny weekend i super czas na historycznych drogach i antycznych motocyklach. Aż prosi się o powtórkę w 2020 roku. We Flandrii jest jeszcze wiele do zobaczenia.

Specjalne podziękowania dla organizatorów: Sonji, Juergena, Ivo i Hansa, nie zapominając o wszystkich uczestnikach, inscenizatorach i przewodnikach, którzy sprawili, że ta impreza to specjalna data w kalendarzu!

Dla zainteresowanych:

Whereisanna1418@gmail.com

FB: Motorcycle-ride-out-where-is-anna

HD Classic, Hans Devos, www.hd-classic.be

 

Sprawdź także

Córka Frankensteina – Kawasaki Z1

Kawasaki Z1 to prawdziwa gwiazda. Choć od zakończenia produkcji tego modelu minęły już 44 lata, …

Dodaj komentarz