sobota , 15 maja 2021

Elektryczna ekstaza – Test Harley-Davidson LiveWire

Dwa dni z elektrycznym Harleyem wystarczyły, bym stał się entuzjastą elektromobilności. Jazda tym motocyklem sprawia nieziemską frajdę i uzależnia jak narkotyk.

Tekst: Lech Wangin

Zdjęcia: Rafał Dziorek i autor

Tego, co robi Harley-Davidson LiveWire kiedy odkręci się manetkę nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć samemu! Mimo to jednak spróbuję. Mówiąc najprościej jazda tym motocyklem to jak lot szybowcem, który dysponuje dynamiką odrzutowego myśliwca.

Witaj w przyszłości.

Po chwili spędzonej w siodle dojdziesz do wniosku, że silnik elektryczny jest lepszym źródłem napędu niż silnik spalinowy, bo jazda elektrycznym motocyklem jest łatwiejsza i bardziej dynamiczna. W dzisiejszych czasach hamulcem popularyzacji pojazdów elektrycznych jest już nawet nie ich zasięg, lecz szybkość ładowania, która powoduje, że motocykl taki jak LiveWire sprawdzi się jedynie na krótkich dystansach, czyli w codziennej eksploatacji w mieście. Do zasięgu i czasu ładowania jeszcze wrócimy, teraz skupmy się na tym, czym jest LiveWire. Otóż jest to pierwszy elektryczny motocykl o dużej mocy wypuszczony na rynek przez znanego producenta motocykli tradycyjnych, spalinowych. Oczywiście na rynku możemy znaleźć motocykle elektryczne oferujące podobne, a nawet lepsze osiągi jak LiveWire, ale są one produkowane przez firmy, których nazwy entuzjastom motoryzacji nic nie mówią. Kolejna rzecz, która wyróżnia LiveWire wśród elektrycznych konkurentów to jego wygląd. To oczywiście kwestia gustu, ale według mnie LiveWire jest najlepiej wyglądającym motocyklem elektrycznym, poza tym jest najbardziej sportowym Harleyem. By się o tym przekonać wystarczy na niego spojrzeć. Maszyna jest zwarta, kompaktowa, ale muskularna. Rozstaw osi wynosi 1490 mm, a więc jedynie o 50 mm więcej niż ma Yamaha MT 09, japoński naked bike znany ze sportowego temperamentu. Jeśli spojrzysz na zawieszenia i hamulce łatwo odkryjesz, że są to elementy z najwyższej półki. Za kontakt kół z nawierzchnią odpowiadają w pełni regulowane elementy Showa, a za wytracanie prędkości hamulce Brembo. Motocykl waży 249 kg, a więc sporo więcej niż przykładowa Yamaha MT 09. Nie od dziś jednak wiadomo, że napęd elektryczny, to znaczy silnik i bateria do lekkich nie należą. Moc silnika wynosi 106 KM, przywołana do porównania Yamaha dysponuje mocą nieco większą, bo ma koników 115. Przy porównaniu wielkości momentu obrotowego, Harley jest wyraźnie górą, bo ma 116 Nm, podczas gdy Yamaha 88. Już suche dane wyglądają dość obiecująco, pora więc zająć miejsce za sterami, by poczuć jak smakuje jazda na prądzie. Pozycja kierowcy jest zupełnie inna od tej, jakiej byśmy oczekiwali od Harleya-Davidsona. By dosięgnąć do kierownicy trzeba niedwuznacznie pochylić się do przodu, z kolei podnóżki umieszczone są wysoko i z tyłu. Dla kogoś, kto jeździł tylko na Harleyach, będzie to pozycja dziwna, ale za chwilę okaże się dlaczego właśnie taka musi być.

„Odpalamy” sprzęta. Robi się to tak samo jak w każdym normalnym Harleyu. By pobudzić motocykl do życia naciskamy klawisz przy prawej manetce, taki sam jak ten, który w spalinowym Harleyu włącza zapłon. Na ekranie wyświetla się komunikat, że musimy złożyć boczną podpórkę, a także mamy informację o „ilości paliwa w zbiorniku”, czyli o stanie naładowania baterii i o zasięgu jaki mamy „na tym paliwie” do dyspozycji. Warto zauważyć, że komunikaty wyświetlane są po polsku. Teraz należy przycisnąć i chwilę przytrzymać klawisz „rozrusznika”. Kiedy na ekranie wyświetli się wskazanie prędkościomierza, to znak, że możemy ruszać. Skoro już mowa o ekranie którym motocykl komunikuje się z kierowcą, to warto w tym miejscu wspomnieć, że LiveWire, za pomocą firmowej aplikacji można sparować ze smartfonem i korzystać z nawigacji, słuchać muzyki oraz zdalnie monitorować stan i położenie motocykla. Dzięki aplikacji elektryczny Harley potrafi też „sam” odnaleźć najbliższą stację szybkiego ładowania.

No to w drogę

Teraz już tylko wystarczy odkręcić manetkę i mocno trzymać się kierownicy. Motocykl rusza bezzwłocznie, jeśli „gaz” odkręcisz nieco szerzej, przyspieszenie momentalnie nabierze intensywności, która zdaje się wydłużać ręce, po prostu odkręcasz i znikasz, następuje teleportacja. Startując spod świateł ZAWSZE będziesz pierwszy! Zanim kierowcy w autach wrzucą bieg, ty już będziesz hamował przed następnymi światłami. Chyba najbardziej fascynujące jest to, że niezwykle intensywne przyspieszenie odbywa się jednocześnie bardzo płynnie i niemal w całkowitej ciszy. Silnik wydaje z siebie tylko lekki szum. Motocykl elektryczny nie potrzebuje ani sprzęgła ani skrzyni biegów, a moment obrotowy jest dostępny już od samego początku, więc jazda jest bardzo łatwa. Nie musisz tracić czasu ani uwagi na zbędne ruchy, możesz się w pełni skupić na tym co istotne, czyli na dozowaniu prędkości i pokonywaniu zakrętów. Żywiołowy silnik ma jako partnera bardzo kompetentne podwozie, a dzięki temu, że środek ciężkości umieszczony jest bardzo nisko, masz wrażenie, że kiedy tylko koła zaczną się obracać połowa tych 250 kg ulatnia się gdzieś niepostrzeżenie. Maszyna fantastycznie kładzie się w zakręty, a hamulce są bardzo precyzyjne i skuteczne. Bardzo płynne jest również przejście od hamowania silnikiem do przyspieszania, co czyni jazdę po zakrętach jeszcze przyjemniejszą. LiveWire wyposażony jest w najnowsze zdobycze techniki jeśli chodzi o bezpieczeństwo jazdy, ma zatem i zakrętowy ABS i kontrolę trakcji. U Harleya ten system nazywa się Reflex Defensive Rider System (RDRS). Ma go nie tylko LiveWire, ale również modele z serii Touring z rocznika 2020.  LiveWire ma cztery tryby jazdy: deszczowy, drogowy, sportowy i ekonomiczny. Do tego są jeszcze trzy tryby indywidualne, które możemy sami konfigurować. Trybu deszczowego nie używałem, bo nie było takiej potrzeby. Darowałem sobie również tryb drogowy, ograniczyłem się do sportowego i ekonomicznego. W trybie sportowym dynamika jazdy jest najbardziej ekscytująca, a przyspieszenie do 100 km/h trwa zaledwie trzy sekundy. Tryb ekonomiczny niewiele mu ustępuje, a ma tę zaletę, że hamowanie silnikiem jest mocniejsze, a co za tym idzie odzyskiwanie energii, kiedy jedzie się na zamkniętym gazie, najbardziej intensywne. Nie potrzeba wiele, by rozsmakować się w jeździe na tym motocyklu. Nagle zdajesz sobie sprawę, że to co tak lubisz w spalinowych motocyklach, czyli ryk silnika i zabawa z biegami, tak naprawdę tylko niepotrzebnie rozprasza. Dopiero kiedy już nie musisz tego robić, dochodzisz do wniosku, że wcale za tym nie tęsknisz. Nagle wszystkie pojazdy, które widzisz wokół zdają się być obiektami muzealnymi.

A gdzie się podziały legendarne „good vibrations”?

Bez obawy, Harley-Davidson nie byłby sobą, gdyby nie popełnił w konstrukcji motocykla czegoś co nam jeżdżącym na sprzętach z Milwaukee pozwoli myśleć, że te maszyny „żyją”.

I „elektryk” H-D ma taki patent. Dźwięk silnika wprawdzie nie jest donośny i nie ma nic wspólnego z brzmieniem tradycyjnego widlaka, ale kiedy zatrzymasz się pod światłami poczujesz jak LiveWire nieznacznie porusza się do przodu i do tyłu. Ma się wtedy wrażenie że oto w maszynie na której siedzisz bije serce, którego puls właśnie odczuwasz. Wrażenie jest na tyle sugestywne, że fotograf który robił te zdjęcia, kiedy usiadł na motocyklu by uwiecznić w kadrze kokpit LiveWire, pomyślał że ucisnął sobie o kanapę  tętnicę udową.

Są blaski, muszą być i cienie

Bez dwóch zdań LiveWire jest mistrzem w poprawianiu nastroju. Ale jakie są jego wady, bo przecież jakieś muszą być? Największą jest cena. By wyjechać nim z salonu musisz wyłożyć 146 420 PLN za wersję czarną lub 147 580 za wersję w weselszych kolorach. Druga wada jest taka, że „tankowanie” trwa zbyt długo. Producent podaje, że zasięg motocykla to minimum 158 km. Z pewnością, gdyby jechać cały czas z prędkością bliską maksymalnej (nam udało się rozpędzić LiveWire do licznikowych 185 km/h), to ten zasięg będzie jeszcze krótszy, choć z drugiej strony jeżdżąc podmiejskimi drogami bez trudu uzyskaliśmy zasięg 182 km, a jakby chcieć uprawiać „jazdę o kropelce” można by uzyskać wynik ponad 200 km. To całkiem przyzwoicie. Schody zaczynają się dopiero przy „tankowaniu”. Pełne ładowanie z najzwyklejszego domowego gniazdka może zająć około 10 godzin natomiast przy użyciu szybkiej ładowarki godzinę do półtorej. Gdybyśmy więc chcieli tym Harleyem wybrać się z Warszawy do Gdańska, to gdzieś w połowie drogi musielibyśmy zrobić sobie ponad godzinną przerwę. Myślę jednak, że gdy technika rozwinie się na tyle, że szybkie ładowanie będzie trwało kwadrans, a sieć stacji ładowania będzie odpowiednio gęsta, to nikt mnie nie namówi na jazdę motocyklem spalinowym, no chyba tylko po to, by przypomnieć sobie  jak to „drzewiej” bywało. Ludzie sceptycznie nastawieni do elektromobilności zarzucają pojazdom elektrycznym, że wcale nie są tak ekologiczne jak się o tym mówi. Mają rację, ale pamiętajmy, że pojazdy elektryczne, takie jakie znamy obecnie, są jeszcze na wczesnym etapie swojego rozwoju. Jeśli o mnie chodzi, to chciałbym, aby ten rozwój postępował jak najszybciej, bo jazda na prądzie bardzo fajna jest i basta.

Dane Techniczne

 

Harley-Davidson LiveWire

Silnik: elektryczny, synchroniczny, chłodzony cieczą

Przeniesienie napędu: brak skrzyni biegów i sprzęgła, przekładnia główna 9,71:1; napęd tylnego koła pasem zębatym, przełożenie 1:3

Moc maksymalna: 105 KM (78 kW)

Maksymalny moment obrotowy: 116 Nm.

Podwozie: rama aluminiowa, zawieszenie przednie – widelec upside-down Showa o średnicy goleni 43 mm z pełną regulacją, zawieszenie tylne – przestrzenny wahacz aluminiowy z centralnym amortyzatorem Showa z pełną regulacją.

Hamulec przedni: dwie tarcze o średnicy 300 mm z zaciskami 4-tłoczkowymi Brembo

Hamulec tylny: tarcza o średnicy 260 mm zacisk 2-tłoczkowy Brembo, ABS

Rozmiar ogumienia przód/tył: 120/70 ZR 17 / 180/55 ZR 17

Wymiary i masy:

Rozstaw osi: 1490 mm

Kąt główki ramy: 64,5°

Wyprzedzenie: 108 mm

Dł/szer/wys: 2135/830/1080 mm

Skok zawieszenia przód/tył: 115/115mm

Wysokość kanapy: 780 mm

Masa własna: 249 kg

Pojemność baterii litowo-jonowej 12,8V, 24 Wh, 120 A

Osiągi:

Prędkość maksymalna: 177 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h: 3 s.

Teoretyczny zasięg miasto/autostrada/cykl mieszany: 235/113/152 km

Cena: 146 420 PLN lub 147 580 PLN w zależności od malowania.

Motocykl udostępniła firma: Harley-Davidson Europe LTD.

 

Sprawdź także

Guzzi Cafe

Jakiś czas temu przedstawiliśmy zgrabnego bobberka na bazie czterocylindrowej Kawy zbudowanego przez Mariusza Kostrzewskiego z …

Dodaj komentarz