wtorek , Grudzień 18 2018
Home / Okiem aparatu / Dziubkowy Shovel

Dziubkowy Shovel

Jak wielu entuzjastów dawnej motoryzacji, „Dziubek” zaczynał swój romans z Harleyem od Wuelki. Trzeba Wam wiedzieć, że jest on ortodoksyjny do bólu. Dla niego, mające kolosalny wpływ na bezpieczeństwo systemy jak ABS, kontrola trakcji, czy inne, bez których nie może się obyć żaden współczesny pojazd, to zbędne fanaberie. Dlatego też „Dziubek” najlepiej czuje się za sterami maszyny, której młodość kryje się gdzieś w pomrokach dziejów.

Problem w tym, że jazda zabytkiem w realiach współczesnego ruchu, czytaj „współczesnego pola walki”, bywa stresująca. Przyszedł w końcu taki dzień, kiedy nasz bohater zeźlony tym, że samochody wiecznie zajeżdżały mu drogę zapragnął większej mocy. Tak zaczęła się historia motocykla, który możecie zobaczyć na zdjęciach. W zamyśle miał to być chopper, bo takie motocykle „Dziubek” lubi najbardziej. Punktem wyjścia do realizacji customowego projektu było kupno ramy. Choć wygląda jak stara rama harleyowska, została kiedyś zbudowana w Polsce, ale co warte podkreślenia, bardzo solidnie. Rama miała mocowania do silnika Shovelhead. Ponieważ nasz bohater miał wtedy w posiadaniu silnik Evo, mocowania w ramie trzeba było przerobić. Po jakimś czasie w garażu pojawił się lekko przedłużony harleyowski widelec teleskopowy z półkami + 5° wraz z zaciskiem Brembo. Do tego doszły jeszcze harleyowskie koła  – 19” z przodu i 16” z tyłu i już „rower” był gotowy.

Przedni błotnik pochodzi z jakiegoś Softaila, natomiast tylny powstał przez poszerzenie błotnika od WSK. Do jego mocowania sprytnie wykorzystano mocowania przedniego błotnika z jednej z licznych M-72, którymi „Dziubek” kiedyś jeździł. Również tylna lampa to garażowe znalezisko. Na ramie osiadł duży zbiornik od Harleya wraz z konsolą. Do tego, by wyjechać z garażu, pozostało jeszcze wstawienie silnika Evo wraz ze skrzynią i sprzęgłem, podpięcie kabli i dostrojenie wszystkiego. W tej wersji motocykl przejeździł kilka lat, po czym nasz bohater skorzystał skrzętnie z okazji kupna silnika Shovelhead w skrzynce, gdyż motocykl z takim właśnie silnikiem był niezrealizowanym dotąd młodzieńczym marzeniem. Radość była tym większa, że, jak wykazały pomiary, silnik miał rozwiercony blok. Trzeba jednak było postarać się o pasujące do tego cylindry z tłokami. Odpowiedni zestaw został zamówiony w USA. Poszukując innych brakujących części „Dziubek” trafił u znajomego na zestaw tłoków z cylindrami Sidewinder firmy S&S pasujący do jego silnika. Bez namysłu kupił te części, zaś zestaw, którzy przyszedł z USA zmienił właściciela, by uzyskać fundusze na dalszą przebudowę choppera. W efekcie Shovel ma teraz pojemność 1420 ccm.

Co ciekawe, zestaw cylindrów i tłoków S&S zapewniał, nie tak jak się to często dzieje, zwiększoną, lecz zmniejszoną kompresję. Takie rozwiązanie ma dwie niebagatelne zalety. Po pierwsze silnik pracuje bardzo miękko, ułatwiając powolne manewry, po drugie wał korbowy i inne mechanizmy są mniej obciążone, co gwarantuje większą trwałość i niezawodność silnika. Mimo to, dzięki większej pojemności, amerykański widlak dysponuje satysfakcjonującym zapasem mocy. Z silnikiem współpracuje czterobiegowa szowlowska skrzynia. Na zdjęciach bez trudu dostrzeżecie blaszaną zewnętrzną kapę sprzęgłową w stylu lat 50. Jest ona dedykowana do silnika Shovelhead i jest przystosowana do rozrusznika elektrycznego. Wytwarzaniem iskry zajmuje się kupiony w USA stary zapłon stykowy (chyba już mówiłem, że „Dziubek” jest motoryzacyjnym ortodoksem?). W nowym wcieleniu chopper dostał większe, dwudziestojednocalowe koło, przez co rama jest teraz lekko zadarta do góry. Taki efekt jest zgodny z najstarszymi kanonami budowy chopperów i ma tę zaletę, że teraz „Dziubek” nie musi się obawiać „śpiących policjantów”. Komfort jazdy na sztywnej ramie znacznie podnosi siodło od WLA, bodaj najwygodniejsze motocyklowe siodło. Praca przy budowie choppera trwała dość długo, bo trzeba było „nie nerwowo” zgromadzić wszystkie potrzebne części. W efekcie tej pracy powstał motocykl ściśle odpowiadający wizji jego twórcy. Bez dwóch zdań ma on swój urok, natomiast silnik, który opuścił ramę choppera napędza teraz inny motocykl „Dziubka”, ale o nim opowiem innym razem.

Artykuł pochodzi z numeru 6/2017

Sprawdź także

Czystość formy – BMW R 100RT Cafe

Właścicielem zgrabnego „kafiaka” jest trzydziestopięcioletni Paweł Czerwiński z Warszawy. Choć prawo jazdy na motocykl ma …

Dodaj komentarz