sobota , 5 grudnia 2020

Dzik

Zaiste dziwne bywają źródła inspiracji przy tworzeniu customowych projektów, a swoisty recycling potrafi dać niezwykłe rezultaty. W efekcie motocykl stworzony z odpadów może śmiało konkurować z najbardziej wyszukanymi projektami, w które zainwestowano mnóstwo pieniędzy.

Tekst: Bartosz Wangin

Zdjęcia: Horst Rösler i autor

 

Paweł z Grześkiem prowadzą w podwarszawskich Markach warsztat motocyklowy o nazwie Black Dog. W okresie zimowym, kiedy mają nieco mniej pracy przy bieżącym serwisie dają upust swej fantazji realizując projekty customowe. Obaj też zaprzyjaźnieni są z ekipą Rat Bikes Poland, więc było tylko kwestią czasu, kiedy z ich warsztatu wyjedzie szczurzy motocykl inspirowany postapokaliptyczną wizją świata zaprezentowaną w serii filmów „Mad Max”. Kiedy Paweł dojrzał już mentalnie do budowy szczura, zaczął myśleć skąd by tu wykombinować jakąś przydatną do realizacji takiego projektu bazę. Rozwiązanie tego problemu było bliżej niż można by się spodziewać. Tak się bowiem składało, że kilka lat wcześniej jeden z klientów przyprowadził do warsztatu motocykl do naprawy. Chłopaki motocykl naprawili, ale klient jakoś nie kwapił się z zapłatą, więc Kawasaki KZ 550 z 1984 roku wyprowadzono z warsztatu, by nie zajmował cennego miejsca i porzucono w krzakach pod płotem. Przestał tam przez klika lat stopniowo wrastając w trawę. Paweł pomyślał, że zapomniana „Kawa” może być idealną bazą do szczurzego projektu. Ponieważ los motocykla był jego właścicielowi zupełnie obojętny, Paweł, oczywiście za jego zgodą, przejął maszynę i projekt mógł ruszyć. Szybko okazało się, że jakość wykonania motocykli Kawasaki z tamtego okresu była na tyle wysoka, że po pierwsze silnik dało się uruchomić już po godzinie „odprawiania czarów” w warsztacie, po drugie wewnątrz zbiornika paliwa nie było nawet najmniejszego ogniska korozji, po trzecie również rama oparła się „atakom rudej”.

Kawasaki KZ 550 bez wątpienia był udanym motocyklem, jakby pomniejszoną wersją legendarnego superbike’a Z1. Maszyna cieszyła się dużą popularnością ze względu na dobre osiągi, solidną konstrukcję i bardziej przystępną cenę niż Z 1000. Czterocylindrowy, chłodzony powietrzem silnik z dwuzawodowymi głowicami służył jako napęd motocykli o charakterze uniwersalnym – naked KZ 550, bardziej sportowym – GPZ 550 oraz w soft chopperach  – KZ 550 LTD.

Iskrą inicjującą proces metamorfozy popularnej w latach 80. „Kawy” był stary zardzewiały korbowód od ciężarówki, który przywieziony kiedyś jako pamiątka walał się w warsztacie. Paweł pomyślał, że fajnie byłoby wykorzystać ten korbowód jako podparcie siodła kierowcy i zadupka. Idąc dalej tym tropem Paweł postanowił zbudować customową maszynę minimalnym kosztem, ale jednocześnie tak, by motocykl robił furorę wszędzie gdzie się pojawi. W ten sposób zardzewiały korbowód narzucił estetykę motocykla, trzeba więc było przyspieszyć jego patynowanie, poprzez użycie szlifierki oraz kwasu. W efekcie to co widzicie jest najprawdziwszą korozją, a nie efektem specjalnym osiągniętym przez malowanie. Kiedy motocykl był już gotowy, potraktowano go preparatem mającym powstrzymać dalszy rozwój korozji. Czas pokaże na ile ten preparat jest skuteczny, ale na wszelki wypadek Paweł ma w głowie kolejne przeróbki, gdyby okazało się, że „ruda” jest jednak mocniejsza. W motocyklu, któremu nadano imię „Dzik”, wykorzystano wiele części, które pełniły wcześniej inne funkcje, a po zużyciu walały się bezczynnie w garażu. I tak wygięta dźwignia zmiany biegów stała się impulsem do tego, by przyspawać do niej „solidną lagę” i w ten sposób powstała ręczna dźwignia zmiany biegów uzbrojona w klamkę sprzęgła. Choć jest to rozwiązanie znane w świecie customizingu, to jednak nie widuje się go często. Przedni błotnik, owiewka reflektora siodło i zadupek zostały sklecone z blachy, celowo niechlujnie i w artystycznym nieładzie. W kilku miejscach jako wsporniki wykorzystano łańcuch, którego ogniwa zostały zespawane. Oryginalne koła „Kawy” zostały przykryte zardzewiałymi tarczami, solidny wahacz pochodzi z większego modelu GPZ 900 i współpracuje z amortyzatorem od Hayabusy. Układ wydechowy 4 w 1, który był już w tym motocyklu, połączono z drugim kolektorem 4 w 1 i rurą wydechową w pomysłowy i dowcipny sposób. W maszynie Pawła można odnaleźć jeszcze wiele ciekawie wykorzystanych elementów, jak choćby wałek rozrządu i wałek sterujący wodzikami wykorzystane jako podnóżki, czy strzykawka, która „robi” za zbiorniczek płynu hamulcowego.

Mimo podeszłego wieku i spatynowanej powierzchowności motocykl Pawła potrafi robić zadymę nie tylko swym wyglądem. Obudzony do życia ryczy jakby chciał się zemścić za krzywdę jaką mu wyrządzono i pali gumę, by dać upust swej wściekłości. Sił witalnych mu nie brakuje i potrafi nieźle sponiewierać nieostrożnego jeźdźca.

Customizing w postapokaliptycznym stylu może się podobać lub  nie, ale taki motocykl jak „Dzik” jest świadectwem tego, że jego twórcy nie brak ani fantazji ani poczucia humoru.

 

Sprawdź także

Potwór

Ten jednostkowy motocykl „prześladuje mnie” od początku mojej kariery zawodowej. Po raz pierwszy dowiedziałem się …

Dodaj komentarz