sobota , 5 grudnia 2020

Cyclecar

L.W. Żeby wpaść na pomysł zbudowania tak nietypowego pojazdu, trzeba dużego obycia w motocyklowym świecie. Powiedz – od jak dawna pasjonujesz się motocyklami i jak wygląda twoja „ścieżka kariery w branży”?

K.B.  Motocyklami interesowałem się już będąc małym brzdącem. Pamiętam, jak pierwszy raz ktoś ze znajomych moich rodziców przewiózł mnie na zbiorniku WSK i dał mi nawet “przygazować”, ale nie mam pojęcia ile miałem wtedy lat.img_5308

Rodzice ze względu na strach o moje bezpieczeństwo nie chcieli nigdy kupić mi żadnej motorynki ani niczego takiego. Kiedy miałem 12-13 lat ojciec dał mi nie jeżdżącego Rometa – prawdopodobnie w przekonaniu że go nie uruchomię. Przez kilka dni pchałem go po ulicy bez skutku, aż któryś z sąsiadów się zlitował. Rozebrał ze mną gaźnik, objaśnił, jak co działa, wyregulował i zacząłem jeździć. Potem była WSK i mój pierwszy “tuning”. Polegał głównie na odkręcaniu i odcinaniu “niepotrzebnych” elementów typu błotnik, lampa, kanapa itp.

Potem cała maszyna została pocięta i prawie udało mi się stworzyć poziomy motocykl. Niestety konstrukcja okazała się zbyt delikatna.

Następnie była CZ 175 kupiona za grosze, jako niesprawna od nieudolnych mechaników. Tego samego dnia już nią jeździłem.

Kolejny motocykl to był Junak kupiony w częściach. Tu pierwszy raz wziąłem się poważnie za robotę – remont silnika, lakiery itd.

Niestety nie nacieszyłem się nim za długo. Moja sytuacja życiowa się zmieniła i od tamtego czasu miałem dłuższą przerwę.

Potem jeszcze miałem Urala, któremu też musiałem przywrócić życie. Tym sprzętem też się nacieszyłem tylko jeden sezon i znowu przerwa.

 

img_5333L.W. Jak wpadłeś na pomysł budowy tak nietypowego wehikułu?

 

K.B.  Wiosną zobaczyłem na Youtube film demo z maszyną TriRod.

Konstrukcja od razu mi się spodobała i już nie mogłem myśleć o niczym innym, tylko o motocyklu z 2 kolami z przodu.

Od razu zacząłem kombinować. W garażu stał bezczynnie Woschod 3M mojego brata (dwusuw 175cm 14 KM, 4 biegi, zapłon elektroniczny) . Po malej łapówce zgodził się na pocięcie.

Kupiłem spawarkę, przeszedłem 10 minutowy kurs spawania u kolegi i przystąpiłem do pracy. W miejscach, które uznałem za bardzo istotne dla bezpieczeństwa poprosiłem o pomoc doświadczonego spawacza.

Duży udział w budowie miał też mój kolega z pracy Szymon Kowalczyk. Ten facet, jako jedyny z moich znajomych uwierzył od razu w ten pomysł i zapytał czy może mi pomagać w budowie. I od początku do końca pomagał.

 

L.W. Może przybliżymy czytelnikom CUSTOMA, historię budowy twojego trójkołowca?

K.B. Ogólną koncepcję przedniego zawieszenia miałem od razu, ale pełną wiedzę na temat geometrii w układzie 2 koła z przodu znalazłem w Internecie na stronie o rowerach poziomych.

Zawieszenie przednie wykonałem z rurek bezszwowych (od gazu) o średnicy 22mm. Tu skorzystałem z pomocy wprawionego spawacza.

Zwrotnice wykonane z “na oko solidnego płaskownika” zamontowałem do wahaczy na przegubach kulowych.

Jako elementy resorujące z przodu i z tylu zastosowałem poduszki gumowe.

Przednie koła są od Jawy, hamulce musiałem wybebeszyć, ponieważ wewnątrz bębna trzeba było zmieścić łożyskowanie dolnego wahacza, aby uzyskać właściwą geometrię układu kierowniczego.

Serce wyrwane z Woschoda umieściłem w rozbieralnej ramie wykonanej z profilu 25/25/2mm.

Do ramy przymocowałem wahacz z Woschoda, który wzmocniłem dodatkowymi ramionami wykonanymi z rury.

Przeniesienie napędu jest takie jak było w Woschodzie, oczywiście łańcuch trzeba było przedłużyć, przez co musiałem dodać napinacz i prowadnicę.

Zbiorniki paliwa wykonałem z rur kwasoodpornych (tutaj też poprosiłem o pomoc w spawaniu – TIG).

img_5319

Układ kierowniczy składa się z kierownicy zrobionej z dwóch rur Ø 22mm przyspawanych (znowu “lepszy spawacz”) do tulei. Ta tuleja jest osadzona na rurze, która z kolei łożyskowana jest w główce ramy pochodzącej z roweru, dalej jest to przeniesione za pomocą przegubu krzyżakowego na kolejne łożyskowanie, następnie dźwignia, do której na przegubach kulowych zamocowałem cięgna, które z drugiej strony tak samo są zamocowane do dźwigni zwrotnic.

Całość pomalowaliśmy (a właściwie Szymon) czarną farbą młotkową, co pogłębiło efekt “prosto ale względnie estetycznie” (z naciskiem na prosto i tanio)

Od momentu rozpoczęcia prac do pierwszej jazdy minął miesiąc.

Poprawek było niewiele – ustawienie zbieżności, dodanie napinacza i prowadnicy łańcucha.

 

L.W. Jak jeździ się tym sprzętem i jakie ma osiągi?

 

K.B. Wrażenie z jazdy jest niesamowite. Prawdę mówiąc, zaskoczyło nas i przekroczyło nasze oczekiwania. Jeździ się inaczej niż zwykłym motocyklem, inaczej niż trajką, nie da się tego też porównać z samochodem.

Dzięki dużej szerokości przedniego zawieszenia i niskiemu środkowi ciężkości, można wchodzić w zakręty ze znacznie większą prędkością niż nakazywałby rozsądek na zwykłym motocyklu. Ewentualny uślizg tylnego kola można wykorzystać przy zacieśnianiu zakrętu i przy zawracaniu.

polecam film:

 

Pozycja jeźdźca nie jest zbyt wygodna, ale podczas krótkich wypadów nie ma to znaczenia. Maksymalna prędkość jaką rozwinąłem tym sprzętem to 70km/h.

Przy tej prędkości daje się we znaki twardość zawieszenia, a niestety nie mam w okolicy kawałka asfaltu dobrej jakości i z małym natężeniem ruchu, żeby odkręcić w opór i sprawdzić prędkość maksymalną.

L.W. Czy jesteś całkowicie zadowolony ze swojego „pożeracza przestrzeni”, czy jeszcze będziesz w nim coś zmieniał?

 

K.B. Był plan, żeby zabudować go owiewkami, zrobić wygodne siedzenie, może wygodniejszą kierownicę, ale upadł. Maszyna zostaje w tej wersji, bez większych zmian.

 

L.W. Ile kilometrów zdążyłeś przejechać swoim trójkołowcem?

 

K.B. Maszyna powstała w czerwcu ubiegłego roku, od tego czasu przejechała kilkanaście kilometrów, może trochę więcej.

Jazda polega głównie na wyskoczeniu w miasto na 10 – 20 minut i powrót, zanim pojawi się radiowóz, wezwany przez któregoś z sąsiadów.

 

L.W. Wobec tego, chyba niewiele możesz powiedzieć o niezawodności swojej konstrukcji?

 

K.B. W zasadzie maszyna nie sprawia niespodzianek, poza kierownicą, która się kiedyś odkręciła podczas jazdy. Teraz jest już przerobiona.

Poza tym, źródłem niespodzianek może być sam silnik – ruski dwusuw, ale jego po prostu trzeba się nauczyć, jeśli nie chce zapalić to na pewno ma powód.

 

L.W. Co Cię w całej tej zabawie bardziej kręci – jazda, czy budowanie sprzętów?

 

K.B. 14. Budowanie daje niesamowitą uciechę, największą radość przeżywam podczas pierwszej jazdy – jedno z drugim jest powiązane, udana maszyna powoduje chęć dalszych działań, ulepszania albo budowy czegoś następnego…

 

L.W. Czy w najbliższym czasie planujesz budowę czegoś nowego?

 

K.B. Jestem w trakcie budowy kolejnej maszyny w tym samym układzie w oparciu o świeżo nabyte doświadczenie, tym razem jednak na większym (japońskim) silniku. Teraz chcę stworzyć nie zabawkę, a prawdziwy motocykl z prawem do rejestracji.

Dziękuje za rozmowę i życzę powodzenia w realizacji planów.

 

Jeśli chcielibyście poznać bliżej mojego rozmówcę i jego pojazd, podajemy kontakt mailowy oraz link, gdzie można obejrzeć trójkołowca w akcji:

 

Krzysztof Bandosz

sulkyrider@gmail.com

 

http://pl.youtube.com/Sulkyrider

 

Artykuł  pochodzi z numeru 1/2009.

Sprawdź także

To na razie pa.

No i stało się to, czego obawialiśmy się już od pewnego czasu. Dopadły nas nieubłagane …