środa , Wrzesień 20 2017
Home / Okiem aparatu / Szuler

Szuler

Nie widziałem szczegółów maszyny, ale zdążyłem zauważyć zarys old scholoowego bobbera. Czegoś takiego nie widuje się w Polsce! Szybki rytm pracy silnika i bardzo zwarta sylwetka maszyny zdradzały, że to nie Harley. W sztywnej ramie musiała pracować jakaś dwucylindrowa rzędówka. Widok tego niezwykle oryginalnego motocykla mocno utkwił mi w pamięci.

Jakiś czas później spotkałem jeźdźca i jego niesamowitą maszynę na zlocie Road Runners Hard Core Party. Z miejsca przypadliśmy sobie do gustu. Dominik Kamiński zwany przez przyjaciół „Skurą”* zaprosił mnie do siebie, a efekt tej wizyty możecie zobaczyć na zdjęciach.

Szuler – bo taką nazwę nadał swej maszynie właściciel, może służyć jako akademicki przykład starej szkoły, czyli customizingu w najbardziej tradycyjnym wydaniu. Ten motocykl jest jeżdżącym i głośno warczącym dowodem na to, że wcale nie potrzeba walizki pieniędzy, ani masy części z opasłych firmowych katalogów, by móc cieszyć się jazdą na jedynej w swoim rodzaju maszynie. By wiedzieć, że nikt inny na świecie nie ma drugiego takiego motocykla. Najważniejsza jest wolna, nieskażona utartym myśleniem wyobraźnia. Szuler powstał tak, jak budowało się customy w czasach, kiedy nie istniały wyspecjalizowane firmy, customizing nie był jeszcze przemysłem i nikt nie słyszał o serialach typu „Amerykański Chopper”.

Klasyczna recepta na zbudowanie customowej sztuki brzmi następująco: jeśli już masz w głowie obraz pojazdu, który chcesz stworzyć, rozejrzyj się za odpowiednią bazą. Aby koszty utrzymać na rozsądnym poziomie musisz wykorzystać stare, wysłużone pojazdy. Z jednego motocykla weź to, z innego tamto, resztę zrób sam. Ważne, aby całość wyglądała odlotowo. Jeśli chcesz być customizerem z prawdziwego zdarzenia musisz dbać o to, by linię całości i wzornictwo poszczególnych detali cechowała żelazna konsekwencja. Motocykl nie może wyglądać jak kupa poskładanych razem przypadkowych części. Ma być realizacją przemyślanego od A do Z projektu.

Tak właśnie postępował Dominik. Ponieważ najbardziej kręcą go stare motocykle, chciał by jego custom bike prezentował się odpowiednio starodawnie. Fascynację wysokimi kierownicami zaczerpnął z kinowego ekranu – kłania się „Easy Rider”. Budowa typowego choppera nie wchodziła jednak w grę z kilku powodów. Po pierwsze widok motocykla z długim przodem nie jest dziś niczym nadzwyczajnym. Po drugie Skura mieszka pod Krakowem i wiele spraw musi załatwiać w mieście, maszyna powinna więc charakteryzować się dużą sprawnością w gęstym ruchu. Motocykl ma być zwarty, żeby mógł być zwrotny. Klasyczny bobber idealnie spełnia te wymagania. Żeby było old schoolowo rama musi być sztywna.

Z takich oto przemyśleń stopniowo wyłaniał się obraz motocykla, który widzicie na zdjęciach. Żeby maszyna wyróżniała się w tłumie musi mieć charakter. W estetyce ma dominować jakiś temat wiążący się z nazwą motocykla. Proste – tylko co tu wymyślić? Jaką nazwę nadać sprzętowi? Jaki temat wykorzystać? Starając się rozwiązać ten problem Dominik od razu odrzucił wszelkie angielsko brzmiące nazwy. Natchnienie znowu przyszło z kinowego ekranu. Jednym z ulubionych filmów Skury jest „Sztos”. No tak, hazard klimatycznie bliski jest motocyklowej przygodzie, niech więc nazywa się „Szuler”. Skoro tak, maszyna powinna nosić na sobie symbole hazardu – karty kości i tym podobne. Kolejny film „Maverick” z Melem Gibsonem uświadomił twórcy maszyny tą prawdę, że szanujący się szuler powinien być uzbrojony. Stąd w ozdobnikach motocykla odnajdziemy kastet i łuski od rewolweru. Na bazę do budowy Szulera wybrano Kawasaki Z 440 LTD z 1982 r. Ten zgrabny soft chopper służył Dominikowi wiernie do czasu, gdy jeden z zakrętów na górskiej drodze okazał się za ciasny. By zreanimować maszynę po wypadku Skura kupił drugie Kawasaki – Z 440 A z 1980 r. W końcu jednak doszedł do wniosku, że wykorzysta elementy obu tych maszyn, by stworzyć własnego customa. Mając sprawny silnik i główną część ramy przystąpił do działania. Skura większość prac przy motocyklu wykonywał sam, ale w poważniejszych przedsięwzięciach typu gięcie rur i spawanie musiał zdać się na wprawną rękę Darka Gargasa, prowadzącego firmę Coroner Motocykle.

Przedni widelec wraz kołem pochodzą od Kawy. Wykorzystano również główną kołyskę ramy. Jej część podsiodłowa została odcięta a wahacz zdemontowany. W to miejsce przyspawano wykonaną z rur stalowych sztywną konstrukcję. Tylne koło zapożyczono z kolejnego leciwego modelu Kawasaki. Siodło ze starej SHL-ki obszył jasną skórą fachowiec od lat trudniący się wyrobem końskich siodeł. Jak widać zrobił to po mistrzowsku. Sprężyny amortyzujące siodło pochodzą z motocykla DKW. Przez długi czas Skóra bezowocnie poszukiwał odpowiedniego zbiornika paliwa, nic jednak nie pasowało mu do stylu Szulera. W końcu udało się trafić gdzieś stary japoński zbiornik customowy. Był w dość kiepskim stanie, ale miał ten kształt co potrzeba. Zbiornik został odnowiony, przespawano mocowania, tak by dolna powierzchnia baku pokrywała się z górną rurą ramy. W ten sposób udało się uzyskać charakterystyczny dla „frisco style” efekt stylistyczny, czego dodatkowym efektem jest swobodny wgląd na głowicę silnika.

Maszyna szybko nabierała kształtów i przyszedł czas na malowanie. Nie znajdziemy tu wymyślnej aerografii i dobrze, bo nie pasowałaby do prawdziwie old schoolowego klimatu. Połączenie smolistej czerni z czerwienią Ferrari i zaakcentowanie klasycznych motywów złoto-srebrnymi szparunkami prezentuje się wybornie. Dla nadania motocyklowi smaczku łby śrub, nakrętki i wiele drobnych elementów wyciętych laserowo z nierdzewnej stali zostało pomiedziowanych. Silnik otrzymał gustowną „bimbrownicę”, która pełni rolę zewnętrznego przewodu olejowego. Rączki kierownicy, pedał hamulca i końcówkę dźwigni zmiany biegów zdobią łuski z rewolweru. Na zbiorniku paliwa przymocowano chromowany kastet.

Szuler ma już za sobą udany sezon. Sprawdził się i w mieście i na trasie, wszędzie wzbudzając żywe zainteresowanie.

Jazda tym motocyklem to prawdziwie mistyczne przeżycie. Jadąc z szeroko rozpostartymi ramionami Skura czuje się jak ptak. Sztywna rama nie pozwala wprawdzie na rozwijanie dużych szybkości i zmusza do pełnej koncentracji, bo trzeba uważać na to, co bierze się pod koła, ale to tylko zwiększa przyjemność. Czujesz drogę i maszynę każdym zmysłem, każdym nerwem, a świadomość, że siedzisz na motocyklu, który jest efektem twojej wyobraźni i twojej pracy  -uskrzydla!

 

* To nie błąd ortograficzny – zachowano oryginalną pisownię ksywki Dominika

Artykuł pochodzi z numeru 1/2008

Sprawdź także

„Saważyk”

O tym jak pocięli ojcu Hondę opowiem innym razem, a teraz poznajcie tego bardzo zgrabnego …

Dodaj komentarz