czwartek , Październik 19 2017
Home / Okiem aparatu / Śląski tryptyk cz.2 Jerry’s bike

Śląski tryptyk cz.2 Jerry’s bike

Tomasz Rajtak zwany Jerrym jest sztygarem w kopalni. Pod ziemią pracuje już od 23 lat. Kiedy wyjeżdża na powierzchnię najchętniej relaksuje się za kierownicą motocykla. Maszyna, którą przedstawiamy to już jego osiemnasty albo dwudziesty motocykl, jednak dopiero ten sprzęt stanowi spełnienie młodzieńczych marzeń.

W czasach, kiedy Tomek zaczynał swą motocyklową przygodę, jedynymi maszynami dostępnymi na rynku były demoludowe dwusuwy. Najlepszym z nich bez wątpienia była enerdowska emzetka. Jak na owe czasy nawet dość szybka i niezawodna, ale te dwusuwy nie miały charakteru, nie miały ducha, no i nie dawały tego, co urzeka wielu z nas najbardziej – basowego klangu dużego czterosuwowego silnika. Z tego też powodu Tomka nigdy nie interesowały seryjne motocykle. Swą przygodę rozpoczynał od wyszukiwania po wsiach starych wysłużonych i zapomnianych przez właścicieli maszyn, które Tomek wraz z paczką podobnie zakręconych kumpli remontował i przerabiał. Po nocach spędzonych w garażach chłopaki jeździli wspólnie na zloty, by tam przy piwku toczyć „gadki asfaltowej wstęgi” i wymieniać doświadczenia z podobnymi zapaleńcami. W tamtych czasach, jeszcze w czarnobiałym telewizorze, Jerry zobaczył film „Easy Rider” i wywołał on w jego wyobraźni iskrę zapalną. Wizja Harleya przerobionego na choppera stała się nieodłącznym i przez długie lata niespełnionym marzeniem.

Kiedy zakończył się romantyczny okres młodości i przyszedł czas na założenie rodziny, Jerry musiał opuścić szlak motocyklowej przygody, ale nigdy nie przestawał marzyć, wiedział, że prędzej czy później szum wiatru, zapach benzyny i widok umykającej w tył drogi powrócą. Przerwa w motocyklowym życiorysie trwała 10 lat. W tym czasie w kraju wiele się zmieniło i wizja posiadania własnego Harleya stała się bardziej realna. Zanim doszło do realizacji projektu, którego efekt widzicie na zdjęciach, Jerry spędził jeszcze dwa lata za sterami kupionego w Anglii bobbera z silnikiem Hondy VF 750. W końcu jednak Tomek podjął niezłomne postanowienie  – „dość już miękkiej gry, czas budować Harleya”. Na początek kupił sztywną ramę. Plan był taki, by w ramę tą wstawić silnik Shovelhead, ale ponieważ zakupiona rama „jeździła” wcześniej z silnikiem wuelki, Tomek razem z Ventorem musieli dokonać niezbędnych modyfikacji pod zabudowę większego big twina. Ostatecznie z planów złożenia choppera na Shovelheadzie nic nie wyszło, bo udało się okazyjnie kupić nowszy silnik EVO. Doprowadzeniem silnika do nienagannego stanu zajął się Romek „Łysy” z Rybnika (o nim i jego customowych dokonaniach czytaliście w numerze 4/2007).

Właściwie każda część prezentowanego choppera ma swoją historię. Rama została kupiona w okolicach Torunia, silnik sprzedał „Słoń” z Włocławka, skrzynia biegów „przywędrowała” ze Szczecina, a suche sprzęgło z okolic Białegostoku. I tak oto Jerry stopniowo składał swą maszynę. Trwało to około półtora roku. Przedni Springerowy widelec firmy DNA został sprowadzony bezpośrednio z USA, zbiorniki paliwa i oleju są efektem polowań na różnych motobazarach. Zgrabny tylny błotnik na kole angielskim wyklepał Ventor, a instalację elektryczną położył sam właściciel motocykla, korzystając z instrukcji wyszperanej na amerykańskich stronach internetowych. Oldschoolowe malowanie, podobnie jak w opisywanym wcześniej motocyklu Ventora, jest dziełem Patryka. Za inspirację posłużyło klimatyczne malowanie kasku Bitwell w stylu wczesnych lat 70., w którym Jerry jeździ.

Motocykl wyszedł dokładnie tak jak to sobie Jerry wymarzył. Miała to być prosta, minimalistyczna maszyna w stylu SoCal. Motocykl wiernie służy swojemu właścicielowi już trzeci sezon i zgodnie z hasłem „bikers work is never done” jest cały czas sukcesywnie udoskonalany. Jazda tym sprzętem i praca przy nim stanowi doskonałą odskocznię od problemów codzienności i daje okazję do ucieczki od współczesnego świata pełnego plastiku  i elektroniki. Poza tym, ten chopper, podobnie jak marynarka z wężowej skóry Nicolasa Cage’a z filmu „Dzikość Serca”, jest symbolem indywidualności jednostki.

Niestety „Jerry” nie doczekał jego publikacji. Zginął tragicznie w kopalni.

Artykuł pochodzi z numeru 2/2012.

 

Dane Techinczne

Dane Techinczne

Właściciel:   Tomasz Rajtak „Jerry”

Projekt:   „Jerry”

Wykonanie:  praca zbiorowa – „Jerry”, „Łysy”, „Ventor”

Rok budowy:   2008

Czas budowy:  około 1,5 roku

 

Silnik:  H-D Evolution, czterosuwowy, chłodzony powietrzem

Układ:   dwucylindrowy widlasty

Pojemność skokowa:  1340 ccm

Przeniesienie napędu :

Silnik – sprzęgło:  przełożenie wstępne pasem zębatym

Sprzęgło:  wielotarczowe mokre suche Primo Belt

Skrzynia biegów:  czterobiegowa Panhead 1965

Napęd tylnego koła:   łańcuchem

 

Podwozie

Rama: Zamknięta z rur stalowych  „Ventor Garage”

Zawieszenie przednie:  widelec Springer DNA

Zawieszenie tylne:   sztywne

Podnóżki i dźwignie:  Podłogi Shovel

Błotnik przedni:  (Fuck Front Fender)

Błotnik tylny: „ Ventor Garage”

Koła szprychowe:  H-D

Opony: Przód Avon Speedmaster 3.00 – 21, tył Dunlop 155/16

Hamulce:  tarczowe przód Harley , tył Kawasaki GPZ

 

Wyposażenie

Kierownica:  Ape Hanger made by Ventor Garage

Osprzęt kierownicy:  H-D

Reflektor:  H-D

Lampa tylna:  Aftermarket

Instalacja elektryczna:  „Jerry”

Malowanie:  Patryk „Lepian”

 

Sprawdź także

„Saważyk”

O tym jak pocięli ojcu Hondę opowiem innym razem, a teraz poznajcie tego bardzo zgrabnego …

Dodaj komentarz