niedziela , Maj 27 2018

Pająk

Pamiętacie choppera „Cross Fire” opisywanego w numerze 6/2013? „Pająk” również powstał dzięki pracy „Dzikiego” z JDF Choppers, a właścicielem jest Karol, brat Arka, do którego należy „Cross Fire”. Budowa „Pająka” rozpoczęła się w czasie, kiedy „Cross Fire” był malowany. Projekt całej konstrukcji zrodził się w głowie „Dzikiego”. Tym razem miał to być hardkorowy chopper bez żadnej miękkiej gry. Podstawowe elementy, czyli sztywna rama z dużym wydłużeniem i przewyższeniem, zbiornik paliwa i oleju, kierownica oraz tylny błotnik powstały w warsztacie JDF Choppers w Gostyniu. Zbiornik oleju oraz skrzynka mieszcząca elementy instalacji elektrycznej zostały ukryte pod skrzynią biegów. Wszystkie kable ukryto wewnątrz rur ramy i wewnątrz kierownicy. W efekcie chopper prezentuje się bardzo czysto i ażurowo. Zbiornik paliwa ma niezwykle lekką formę i przybrał kształt głowy kobry. Nie często spotyka się takie konstrukcje. Namiastkę komfortu zapewnia duże, obszyte skórą siodło zawieszone na amortyzatorze. Z ramą współpracuje długi springerowy widelec amerykańskiej firmy DNA. Koła oraz armatura kierownicy pochodzą z amerykańskiego motocykla Big Dog. Zgodnie ze zwyczajem „Dzikiego”, w motocyklu zastosowano monstrualnie szerokie tylne koło i wąskie przednie. O utrzymanie maszyny na kursie dba opona o szerokości 90 mm i średnicy 21 cali, a moc na asfalt przekazuje guma w rozmiarze 300/35-18. Jest zatem co palić. Równie imponująco jak podwozie i karoseria prezentuje się mechaniczne serce maszyny. Potężny, lśniący polerowanym aluminium silnik ma pojemność 127 cali sześciennych i został wyprodukowany przez amerykańską firmę Ultima. Od tego samego producenta pochodzi suche sprzęgło napędzane szerokim pasem i sześciobiegowa skrzynia z wyjściem napędu na prawą stronę. Tego typu skrzynia jest chętnie stosowana w motocyklach z szerokim tylnym kołem, gdyż umożliwia właściwe zbalansowania maszyny bez konieczności nadmiernego rozszerzania zespołu napędowego. Ostatecznym montażem „Pająka” zajął się już sam właściciel, a efektowne malowanie powstało w pracowni Sławka Kowalskiego. Całość prac przy budowie motocykla ukończono w sześć miesięcy, co należy uznać za dobry wynik. Kiedy obaj bracia wyjeżdżają razem w trasę, wywołują na drodze nie małą sensację. Mam nadzieję, że nie przyczyniają się w ten sposób do wzrostu liczby wypadków drogowych, wszak od ich motocykli trudno oderwać wzrok.

Artykuł pochodzi z numeru 2/2014

Sprawdź także

MT Tour 2018 w Gdańsku i Katowicach – zarejestruj się już dziś!

W czerwcu do Polski powraca MT Tour – największa impreza Yamahy dedykowana motocyklom ze słynnej …

Jeden komentarz

  1. Tomasz Huzar

    za moich czasów motory były do jeżdżenia a nie tylko do wyglądania

Dodaj komentarz