sobota , Maj 27 2017
Home / Okiem aparatu / „Miedziak”

„Miedziak”

Muszę przyznać na samym wstępie, że motocykl ochrzczony przez swego twórcę Jacka Szczęsnego mianem „Miedziak” cholernie mi się podoba. Ma klasyczne kształty Harleya z lat 40. przerobionego w bobberowym stylu. Jest niski, krótki i zwarty, więc prowadzi się go bardzo lekko, wprost idealnie sprawdza się w ulicznej walce. No i ten wygląd! Czegoś takiego nie znajdziecie w ofercie żadnego wielkoseryjnego producenta. Spójrzcie na ten silnik – to piękna bryła metalu – nie taki z gruba ciosany kloc jak współczesne silniki. Zobaczcie ile tu misternie ukształtowanych dekli i dekielków, spójrzcie na chromowane szklanki popychaczy, na skomplikowane kształty rokerboxów (dla nieobeznanych z amerykańską nomenklaturą – osłon dźwigienek zaworowych). Komu dziś chciałoby się włożyć tyle wysiłku w to, żeby silnik wyglądał tak pięknie. Każdy element tego motocykla jest ucztą dla oczu. Choćby taka rzecz jak prosta, sztywna rama – niby trochę powyginanych rurek, ale jakie cudowne proporcje. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ta staroświecka maszyna jest zupełnie nowa, można więc liczyć na długą, bezawaryjną eksploatację, a nawet jak coś kucnie, wystarczy zamówić nową część z katalogu.IMG_7111

Oldschoolowy styl minimalistycznych bobberów jest od lat bardzo popularny w Japonii. Japończycy upodobali sobie przerabianie starych Harleyów między innymi dlatego, że te współczesne są w kraju kwitnącej wiśni bardzo drogie. Kiedy Amerykanie zobaczyli, jakie niesamowite efekty może dać stara szkoła, i u nich powrót do korzeni customizingu stał się modny. Wiele firm zaczęło wytwarzać tzw. części repro, czyli powielać dawne wzornictwo, ale w oparciu o współczesne materiały i technologie. Dzięki temu dziś, w dowolnym miejscu na ziemi, każdy, kto tylko ma na to ochotę i odpowiednie umiejętności, może zbudować sobie motocykl taki jak ten, który widzicie na zdjęciach.

IMG_7118Jacek Szczęsny zajmuje się budową customowych maszyn i przerabianiem Harleyów od dobrych dwudziestu lat. W miarę upływu lat rosły umiejętności i zmieniały się customowe fascynacje. Od dwóch lat Jacek prowadzi własny warsztat o nazwie Garagemaniac. Jest wielkim entuzjastą japońskiego customizingu i tworzy motocykle takie jak „Miedziak”, nie próbujcie więc namawiać go, żeby zrobił Wam coś w stylu drag, albo żeby zbudował choppera, który ma przednie koło w sąsiednim województwie i odpycha się z lacza wielkości globusa. Jeśli jednak marzy Wam się stylowa maszyna oldschoolowa, to Garagemaniac będzie z pewnością odpowiednim adresem.

Maszyna, którą widzicie, powstała na zamówienie. Któregoś dnia przed warsztat Jacka zajechał Softail Heritage, a jego właściciel oświadczył, że od dłuższego czasu chodzi mu po głowie budowa customowego motocykla, ale jak do tej pory nie mógł się dogadać z żadnym warsztatem. Ledwo zdążył wymówić to zdanie, a jego wzrok padł na stojącego w koncie garażu oldchoolowego Panheada.

– O właśnie, chodzi mi dokładnie o coś takiego, ile to ma kosztować?

Nie pomogło tłumaczenie, że Panhead, jeszcze nie całkiem skończony, należy do Jacka i jest ukoronowaniem jego motocyklowych marzeń. Właściciel Softaila uparł się, że musi mieć ten motocykl i już!IMG_7145

Cóż było robić. Jacek widząc, że nie da rady pozbyć się natręta rzucił zaporową cenę myśląc, że ta go wystraszy. Kiedy po kilku dniach nowo poznany motocyklista wrócił z kasą i chciał zabrać Panheada, Jacek z wielkim trudem uprosił go, żeby zrezygnował z zakupu, a on zbuduje mu podobny, a może nawet jeszcze ładniejszy motocykl.

Tak właśnie zaczęła się historia „Miedziaka”, reszta to już tylko trwający 5 miesięcy proces gromadzenia części, ich estetycznego dopieszczania i zmontowania całości do kupy.

Sztywna rama „Wishbone”, będąca repliką harleyowskiej ramy z 1948 roku, jest produktem amerykańskiej firmy Motor Shop, a można ją zamówić z katalogu V-Twin. Widelec Springer to produkt z oferty niemieckiej firmy W&W. Również zgrabny stalowy zbiornik paliwa pochodzi z katalogu, ale został dodatkowo zmodyfikowany. Jacek wykonał nowy głębszy tunel, by zbiornik mógł osiąść niżej na ramie, po czym bak został galwanicznie pokryty miedzią. Miedzianą powłoką pokryto również wąski tylny błotnik. Silnik będący repliką harleyowego Knuckleheada wyprodukowała firma S&S. Ma on, tak jak jego historyczny pierwowzór, żeliwne cylindry i poza tym wygląda dokładnie jak oryginał. Ma oczywiście większą pojemność i moc oraz nowocześniejszy system smarowania z wydajniejszą pompą. Pojemność silnika wynosi1600 ccm (93 cale sześcienne) i osiąga on moc około 100 KM. W układzie zasilania pracuje angielski podciśnieniowy gaźnik SU. Filtr powietrza, po pewnych przeróbkach, zaadoptowano ze starego gaźnika Linkert. Wykonane przez Jacka rury wydechowe połączono z tłumikami dostępnymi w katalogu. Na koniec „dla zajawki” Jacek zaopatrzył zadarte do góry tłumki w klapki jak w traktorze. Otwarte suche sprzęgło napędzane pasem zębatym o szerokości 1,5 cala pochodzi z amerykańskiej firmy Jammer, jednego z bardziej znanych dostawców oldschoolowych części. Z silnikiem współpracuje czterobiegowa skrzynia RevTech. Motocykl może być odpalany w tradycyjny sposób, za pomocą siarczystego kopnięcia kickstartera, lub w bardziej współczesny „z guzika”. Szesnastocalowe koła zostały złożone z części. Osobno kupiono piasty, obręcze i szprychy, po czym koła zostały „zaplecione”. Skoro dysponujący dość pokaźną mocą silnik bardziej niż sprawnie rozpędza tego retro bobbera, trzeba było pomyśleć o odpowiednio skutecznych hamulcach. W obu kołach mamy hamulce tarczowe. Z tylną tarczą współpracują dwa zaciski dwutłoczkowe, z przodu jest jeden zacisk. Wsporniki do tych zacisków zostały wykonane w Polsce według projektu Jacka. Fajnym patentem jest sterowanie przedniego hamulca. By hydraulika nie psuła staroświeckiego wyglądu motocykla, klamka hamulca pociąga za tradycyjną linkę, która biegnie do pompy ukrytej pod główką ramy. Małe siodełko powstało przez odpowiednie przystrzyżenie siodła od WLA.IMG_7316

Jak widać, by zbudować wspaniałą maszynę, nie koniecznie trzeba wszystko robić samemu. Jeśli ma się jasno sprecyzowaną wizję i wie się co z czym połączyć, imponujący efekt można również osiągnąć korzystając z katalogowych części. Ale i w tym przypadku własna inwencja i dodanie kilku własnych patentów pomaga w osiągnięciu zamierzonego celu.

Artykuł pochodzi z numeru 1/2012

Sprawdź także

Ostatni Shovelhead

Wprowadzenie Sportstera w 1957 roku i jego dalszy rozwój w latach 60. pozwolił amerykańskiej firmie …

Dodaj komentarz