sobota , Listopad 18 2017
Home / Customowe Wieści / Harley z Łukowa

Harley z Łukowa

Nawet mając ten motocykl na wyciągnięcie ręki, nie od razu da się zauważyć, że to drewniany model. Wrażenie jest piorunujące, bo „maszynę” wykonano niezwykle starannie w skali 1:1.img_2108

Twórcą tej repliki jest znany w środowisku entuzjastów zabytkowych motocykli amerykańskich rzeźbiarz – motocyklista Andrzej Zdrojewski. To niezwykle barwna postać. Andrzej pochodzi z artystycznie uzdolnionej rodziny. Jego wujek malował obrazy, a cioteczna siostra była zawodowym plastykiem. Pierwsze figurki z gliny Andrzej zrobił w piątej klasie podstawówki, czym już wtedy zwrócił uwagę nauczycieli. W jego długoletniej rzeźbiarskiej działalności pomocne jest również wykształcenie – technik obróbki skrawaniem. Fascynacja motocyklami przyszła stosunkowo późno, bo w wieku 19 lat, a działo się to we wczesnych latach 70. Andrzej, jak wielu jego rówieśników, zapragnął przygód w motocyklowym siodle i jak wielu młodych ludzi w tamtych czasach nie uważał za motocykl dwusuwowych sprzętów, jakie można było wówczas dostać w sklepie. Po obejrzeniu filmu „Easy Rider” motocyklowe fascynacje zostały precyzyjnie ukierunkowane raz na całe życie. Tak na marginesie: konia z rzędem temu, kto mi wskaże tytuł współczesnego filmu, który miałby równie wielki wpływ na całe pokolenia widzów.

img_2095Pierwszego choppera Andrzej zbudował na bazie BMW R35, ale szybko odkrył, że to jednak nie to i przesiadł się na Indiana. Starym motocyklom amerykańskim pozostał wierny do dziś. Jeździ własnoręcznie zbudowanym customem, który wygląda jak Hydra Glide z lat 50., tyle że w sztywnej ramie pracuje nieco młodszy silnik, a mianowicie Shovelhead. Motocykl został pomalowany tak, że wygląda jakby elementy karoseryjne wykonano z drewna. W swej motocyklowej filozofii Andrzej jest ortodoksyjny do bólu. Twierdzi, że nigdy nie dotknie japońskiego motocykla, a za prawdziwe Harleye uważa tylko te stare. Całe życie związał z amerykańskim żelastwem. W latach 80. jeździł w nie istniejącym już klubie Riders Of Poland, obecnie należy do Oldtimers Club. Jego rzeźby tematycznie związane z legendą amerykańskiej marki zdobią wnętrza wielu klubów i prywatnych mieszkań zaprzyjaźnionych harleyowców, a przez te wszystkie lata uzbierało się tych przyjaźni naprawdę dużo. Od dobrych dziesięciu lat Andrzej buduje drewniane modele starych Harleyów i uzbierała się tego niezła kolekcja, jednak ten, który widzicie, jest pierwszym modelem naturalnej wielkości. Praca przy budowie modelu trwała pół roku. Nie było żadnych planów, projekt powstał w oparciu o zdjęcia wyszperane w różnych książkach o historii Harleya.

„Znałem tylko średnicę kół, resztę wymiarów dobrałem z proporcji. Do budowy modelu wykorzystałem klocki i deski z lipy, buku, brzozy, topoli i innych drzew liściastych. Szprychy zrobiłem z trzymilimetrowych listewek. Nyple wykonane są osobno i później doklejone. Obręcze razem z oponami powstały w ten sposób, że najpierw skleiłem ze sobą kilka warstw cienkich deseczek, a potem z tego wyciąłem bardzo zgrubną formę obręczy, która była dalej obrabiana ręcznie i na tokarce, aż w końcu uzyskałem ostateczny efekt. Żeby model nie był zbyt ciężki, zbiornik paliwa, karter silnika i inne skrzynkowe elementy są w środku puste. Przeciętnie grubość ścianki w takich elementach wynosi 5 mm. Jak już wszystko było gotowe, pomalowałem model według historycznego wzorca olejną farbą. Lubię robić takie modele i z pewnością  na tym się nie skończy. Ze wszystkich motocykli Harleya najpiękniejszy jest dla mnie Knucklehead. Zrobiłem już dwie płaskorzeźby tego modelu naturalnej wielkości. Ten model, który widzisz, jest jak na razie ukoronowaniem mojej kolekcji, bo jest to najstarszy motocykl Harleya, od którego wszystko się zaczęło i jest to jak do tej pory najbardziej pracochłonny model jaki zrobiłem.”  Tyle Andrzej o swym dziele.

Umówiliśmy się, że wiosną wpadnę do niego do Łukowa i wezmę na fotograficzny warsztat Shovela, którym jeździ, a tymczasem, nie od rzeczy będzie wspomnieć parę słów na temat Harleya, który posłużył za wzorzec modelu jaki widzicie na zdjęciach.img_3069

Oficjalnie początek historii motocykli Harley-Davidson datuje się na 1903 rok, cofnijmy się jednak do 1901 roku, wtedy bowiem William S. Harley i Arthur Davidson rozpoczęli budowę prototypu pierwszego motocykla. Rama była oczywiście wzorowana na rowerowej, jak to było wówczas w zwyczaju wśród konstruktorów pierwszych motocykli.  Nie tylko rama, ale również jednocylindrowy silnik powstał w przydomowym warsztacie rodziców braci Davidson. W prace nad urzeczywistnieniem marzenia o własnym motocyklu, oprócz Wiliama S. Harleya i Artura Davidsona, zaangażowało się również dwóch innych braci Davidsonów. Nieocenioną pomoc młodzi konstruktorzy uzyskali również od Ole Evinrude, który był znanym specjalistą od silników do łodzi oraz od Emila Krögera, który, zanim przyjechał do USA, brał udział w pracach nad doskonałym wówczas francuskim silnikiem De Dion. Wpływ jego doświadczeń łatwo dostrzec w pierwszych konstrukcjach Harley-Davidson. Pierwszy prototyp Wiliama S. Harleya i braci Davidson miał silnik o pojemności 167 ccm i mocy 2KM. Ambitni konstruktorzy nie byli jednak do końca zadowoleni ze swojego dzieła i kolejny motocykl, który powstał właśnie w 1903 roku, miał już zdecydowanie większy silnik o pojemności 405 ccm i mocy 3 KM, co umożliwiało rozpędzenie ważącego 81 kg pojazdu do 56 km/h. Konstrukcja była bardzo prosta, ale solidna. Silnik miał tak zwany ślepy cylinder, czyli głowica stanowiła jeden element z cylindrem. Zawór wydechowy był  napędzany popychaczem przez krzywkę, natomiast samoczynny zawór ssący miał na tyle miękką sprężynę, że otwierało go podciśnienie wywołane przez ruch tłoka w dół. Instalacja zapłonowa składała się z cewki, przerywacza i akumulatora, nie było żadnej prądnicy, podobnie jak nie było skrzyni biegów. Moment obrotowy wprost z wału korbowego trafiał do tylnego koła za pomocą przekładni pasowej. Rolę sprzęgła spełniała rolka napinająca ów pas. Co ciekawe, już pierwszy Harley-Davidson miał sterowanie przepustnicy gaźnika za pomocą rolgazu, co w tamtych czasach wcale nie było jeszcze regułą. Rozruch silnika następował poprzez kręcenie rowerowymi pedałami. Pedałując ówcześni motocykliści wspomagali również moc silnika podczas pokonania wzniesień. W latach 1903-05 wyprodukowano 38 podobnych motocykli. Historia mówi, że jeden z nich w rękach kolejnych pięciu właścicieli przejechał100 000 mil (161 000 km)  na oryginalnych częściach, bez wymiany jakichkolwiek zasadniczych podzespołów. Tak zaczęła rodzić się legenda motocykli Harley-Davidson. Pamiętam o tym kiedy wsiadam na swoją Electrę.

Artykuł pochodzi z numeru 1/2014

Sprawdź także

Harley-Davidson Sport Glide powraca w nowym wydaniu

Jak zwykle kilka miesięcy po prezentacji modeli na kolejny rok, Harley-Davidson wyciąga z rękawa dodatkowego …

3 komentarze

  1. Robert Wójcik

    Należy dodać że autorem tego dzieła jest Andrzej Zdrojewski!!!

  2. Kasia Rybarczyk

    Tatuś takie cudo własnymi ręcami wystrugał??????

Dodaj komentarz