czwartek , Kwiecień 26 2018
Home / Okiem aparatu / Garage Maniac Triumph Bobber

Garage Maniac Triumph Bobber

W Wiśle znowu musiało upłynąć trochę wody zanim mogłem ponownie zjawić się u Jacka w warsztacie i stanąć oko w oko z ukończonym projektem. Byłem spokojny o to, że Jacek gustownie przerobi Triumpha, gdyż jak mało kto czuje oldskulowego bluesa, a w efektach jego pracy fascynację japońską szkołą customizingu widać gołym okiem. Nie inaczej jest i w tym przypadku.

Jakiś czas temu zadzwonił do mnie Jacek Brzosko, którego V-Rodem opiekuję się od kilku lat i powiedział, że jego bardzo dobry kolega kupił nowego Triumpha Bonneville i po pierwszym sezonie jazdy zorientował się, że ten motocykl kompletnie nie odpowiada jego wyobrażeniom i czy w związku z tym mógłbym rzucić okiem na to coś i przekształcić angielską maszynę w obiekt jego marzeń, gdyż w przeciwnym razie będzie zmuszony ów motocykl sprzedać.

Kiedy przyjechali do mnie do warsztatu, okazało się, że właścicielem Triumpha jest znany człowiek – Wojciech Brochowicz. Od razu wydał mi się bardzo sympatyczny, więc bez wahania zdecydowałem się podjąć wyzwanie.

W swojej decyzji Jacek umocnił się jeszcze bardziej po przejażdżce Triumphem. Motocykl prowadził się świetnie i był bardzo żwawy. Grzechem byłoby nie popracować przy maszynie by nadać jej fajną formę, bo faktycznie w fabrycznej postaci Triumph wyglądał fatalnie, a do tego jeszcze był biały – fuj!

Od Wojtka dostałem jeszcze kilka fotek z customowymi Triumphami, które podobały się i jemu i właścicielowi motocykla. Nie było to dla mnie żadnym odkryciem, bo już dawno takie sprzęty widziałem, więc miałem już dość dokładnie sprecyzowaną wizję, co chcę z tym motocyklem zrobić. Musiałem tylko rozpoznać rynek z częściami do przebudowy Triumpha.

Analiza możliwości nie wyglądała zbyt optymistycznie. Customowych części do Triumpha praktycznie brak, a jak już coś udało się znaleźć, to cena była zabójcza. Jacek postanowił więc zrealizować projekt po swojemu. Właściciel wyraził zgodę i wkrótce z Triumpha pozostał jedynie silnik w ramie, która zresztą też została nieco „przystrzyżona” i zaciski hamulcowe. By zrealizować swoją wizję Jacek postanowił użyć wypróbowanych wcześniej w wielu projektach części do przebudowy Harleya. Na początek trzeba było jakoś pożenić angielską ramę z widelcem Springer od starych modeli HD. Było z tym trochę problemów, ale udało się. Biorąc pod uwagę masę Triumpha oraz skok tylnego zawieszenia, który odpowiadał założeniom projektu, wykorzystano tylne amortyzatory od Sportstera. Kiedy Triumph otrzymał nowe zawieszenie, trzeba było zająć się kołami. Są oczywiście szprychowe – z przodu w miarę szeroka dziewiętnastka, z tyłu standardowa szesnastka. Opony musiały mieć odpowiednio stary wygląd, więc na przedniej feldze wylądowała Shinko w rozmiarze 4,0 – 19, a na tylnej Avon 5,00 – 16.

No, to Triumph stanął już na własnych kołach. By mógł na nich jeździć trzeba jeszcze było wykombinować odpowiednie uchwyty do zacisków hamulcowych i dokładnie zdystansować koła.  Na koniec, dla poprawy wizerunku, opony zostały na bokach ozdobione ręcznie wymalowaną szachownicą w kolorze felg.

Przyszedł czas na wymodelowanie karoserii. Zgodnie z klimatem projektu musiała być jak najbardziej minimalistyczna. Przedni błotnik jest więc najzwyczajniej nieobecny, tylny bardzo kusy, aby tylko niezwykle minimalistyczna kanapa miała się na czym oprzeć. Najtrudniejszym zadaniem było dobranie odpowiedniego zbiornika paliwa. Jacek znalazł customowy zbiornik pasujący wielkością i kształtem, ale problem polegał na tym, żeby dopasować do niego oryginalną pompę paliwa, która ukryta była w znacznie większym zbiorniku. Rozwiązaniem tej trudnej łamigłówki okazało się podzielenie zbiornika na dwie części, tak by było gdzie zamontować gniazdo, przez które można się dostać do pompy. Kiedy prace blacharskie dobiegły końca, o szatę graficzną według sugestii Jacka zadbał jak zwykle niezawodny Przemek Drozd. Resztę obrazu dopełnia dopasowana do stylu widelca kierownica z osprzętem Low Brow, tarcze hamulcowe o średnicy 11,5” z przodu i 10” z tyłu, przedni reflektor od HD i tylna lampka z katalogu – obie zamocowane na wspornikach zaprojektowanych przez Jacka.

Miałem dużą przyjemność fotografując ten motocykl i widząc jak jeździ, mogę więc łatwo wyobrazić sobie jaką radochę ten Triumph przynosi swojemu właścicielowi, który z pewnością już nie myśli o jego sprzedaży. No, chyba że na dobre zasmakował w maszynach „szytych na miarę” i właśnie obmyśla wstępne założenia kolejnego projektu. Wszak customizing wciąga jak narkotyk.

Artykuł pochodzi z numeru 5/2017

Sprawdź także

Czort

Jedna zima w piwnicy i trzy lata jazdy zagwarantowane. Następnie był IŻ 49. Znowu zima …

2 komentarze

  1. Marek Rudnicki

    Interesujący… prawda? Wiem bo miałem osobisty wkład w budowę jego.

  2. Mikołaj Lulkiewicz

    Mistrzostwo ! Gratuluję budowniczym i właścicielowi – świetny projekt 😀

Dodaj komentarz