środa , Wrzesień 20 2017
Home / Okiem aparatu / Falcon M.T.V 1000

Falcon M.T.V 1000

Twórcą Falcona jest Mieczysław Trzpil z Warszawy. Od dwunastu lat prowadzi lakiernię u autoryzowango dealera Peugeota. W wolnych chwilach maluje motocykle. Z wykształcenia jest technikiem obróbki skrawaniem. Można więc powiedzieć, że jego motocyklowe hobby ma gruntowne podstawy. Mietek interesował się motocyklami od zawsze. Pierwszą maszynę dostał od ojca w prezencie za ukończenie technikum. Było to bardzo dawno temu – jeszcze w pierwszej połowie lat 70. Po obejrzeniu filmu Easy Rider Mietek, jak wielu z jego rówieśników, zamarzył o niekończącej się włóczędze po szosach za sterami choppera. Jemu udało się to marzenie spełnić. Kosztowało go to cztery lata pracy przy remoncie i przeróbkach Ariela 350 z 1934 r. Wspomina ten motocykl z rozrzewnieniem, bo jeździło się na nim wspaniale. Miał trapezowy przód i sztywną ramę. Tylne koło z oponą od Syreny i zbiornik paliwa pomalowany w brytyjską flagę. Wraz z obecną żoną, a wtedy dziewczyną, zjeździli Arielem Polskę wzdłuż i wszerz. Maszyna doskonale trzymała się szosy, trapezowy przód dobrze tłumił, a kiedy było trzeba angielski singiel potrafił rozpędzić się do 140 km/h. Jak na tamte czasy to naprawdę dużo. W latach 70. każdy, kto interesował się motocyklami, był zafascynowany szybkimi maszynami o dużej pojemności. W produkcji tych jednośladowych bolidów prześcigały się firmy japońskie i europejskie. W Polsce na kupno takiej maszyny mogła sobie pozwolić tylko garstka zapaleńców, którzy mieli możliwość wyjazdu na zachód. Mietek nie należał do tej elitarnej grupy, ale to nie było dla niego przeszkodą. Sam zbudował swojego big bike’a wstawiając w ramę Urala silnik od Zaporożca. Jeździło to, jak na tamte czasy, niesamowicie. Później z kolegą wstawili silnik Syreny w ramę Zündappa. Dla kumpla z motocyklowej paczki skonstruował jeszcze hybrydę Urala z VW Garbusem. W tym momencie dochodzimy do długoletniej przerwy w jego motocyklowym życiorysie.

Kiedy dzieci już dorosły Mietek postanowił powrócić do dawnej pasji i sprawił sobie Hondę VF 1000 F. Jak tylko Honda stanęła w jego garażu zaczął myśleć, jak tu pozmieniać maszynę po swojemu. Miał już gotowy jednostronny wahacz, ale wtedy pomyślał sobie, że przecież dwudziestopięcioletnia Honda jest już zacnym zabytkiem, więc szkoda będzie ją ciąć. I tu narodził się projekt Falcona. Mietek postanowił, żem sam zbuduje podwozie. Jako źródło napędu w grę wchodziły wyłącznie japońskie widlaki, a więc Honda VTR 1000, Suzuki TL 1000, lub ewentualnie Yamaha V-Max. Ostatecznie udało się kupić silnik Hondy VTR 1000 SP1. Brakowało w nim bocznych dekli i elektrycznego osprzętu. Po skompletowaniu całości Mietek wstawił silnik do skrzynki po piwie i dokonał próbnego odpalenia. Serducho Hondy biło jak dzwon! Było to doskonałym dopingiem do dalszej twórczej pracy. Ponieważ jednostronny wahacz wykonany wcześniej z blachy stalowej pasował do innego modelu, trzeba było dokonać koniecznych zmian. Kiedy już wahacz został dopasowany do łożyskowania w karterach silnika, zaniósł go do odlewni w dawnej fabryce ciągników w Ursusie. Tam wahacz ten posłużył za model do wykonania formy piaskowej i odlania nowego wahacza z aluminium. Na koniec trzeba było jeszcze obrobić surowy odlew i już część była gotowa do połączenia z silnikiem. Dalszym etapem budowy było wykonanie ramy. Początkowo miała to być rama aluminiowa, taka sama jak w Hondzie NAS. Wykonanie takiej ramy okazało się jednak zbyt pracochłonne i Mietek postanowił zbudować kratownicową ramę z rur stalowych. Zgodnie z przyjętymi założeniami, Falcon ma wymiary i geometrię zbliżoną do Hondy VTR 1000 SP 1, natomiast konstrukcja ramy wzorowana jest na motocyklu Ducati. Z włoskiego przecinaka, konkretnie z modelu 998, pochodzi kompletne przednie zawieszenie. Główka ramy została wyfrezowana z aluminiowego puca. W łożyskowaniu główki wykorzystano mimośrodowy patent Ducati, który pozwala na przesuwanie całego widelca o 1,5 cm, a co za tym idzie na regulację rozstawu osi. W chwili obecnej motocykl ustawiony jest na krótszy rozstaw i bardzo łatwo składa się w zakręty. Wykonanie ramy nie było wcale łatwe. By mieć pewność, że wszystko będzie proste i że koła motocykla będą rzeczywiście podążać jednym śladem, konstruktor Falcona po prostu kupił ramę od Ducati i na jej podstawie zrobił stelaż do wykonania własnej ramy. Technologia produkcji wyglądała w ten sposób, że po wykrępowaniu odcinków rur do żądanych kształtów Mietek prowizorycznie „przyheftował” wszystko w jedną całość, po czym udał się z wstępnie połączoną ramą do fachowego spawacza. Po ostygnięciu spawów wszystko się oczywiście powichrowało, więc trzeba było ponownie podgrzać ramę w miejscach połączeń i przy pomocy hydraulicznych siłowników powyginać ją tak, by stygnąc wróciła do właściwej geometrii. Układ wydechowy z charakterystycznym tłumikiem, kształtem bardzo przypomina ten z Hondy NAS. Nie jest on, jak można byłoby się spodziewać, pusty w środku. Pierwsza wersja tłumika okazała się nieudana – motocykl nie chciał jechać szybciej niż 60 km/h. Po zmianie rur na szersze i przekonstruowaniu całej wężownicy, która mieści się wewnątrz tłumika, wszystko zaczęło działać jak należy. Poza tym dźwięk jest przyjemny i niezbyt natarczywy. Oryginalnie, Honda VTR 1000, z której pochodzi silnik, ma dwie małe chłodnice umieszczone po bokach. W Falconie ich rolę przejęła pojedyncza chłodnica zamontowana z tyłu pod zadupkiem. Dzięki temu, motocykl prezentuje się znacznie lepiej, ale trzeba zapomnieć o wożeniu pasażera. Ponieważ Mietek zawsze lubił mieć w swoim motocyklu szerokie tylne koło, zakupił tuningową, dwuczęściową felgę przeznaczoną do Mercedesa i połączył ją z piastą od Ducati. Pozwoliło to na zastosowanie opony o szerokości 240 mm. Zbiornik paliwa powstał przez przemodelowanie oryginalnego zbiornika Hondy. Przednia owiewka wraz ze światłami pochodzi z Yamahy R6, podobnie jak zadupek. Ten ostatni ze względu na obecność chłodnicy musiał przejść daleko idące modyfikacje – między innymi trzeba było wyciąć wlot powietrza do chłodnicy.

Przystępując do realizacji projektu Falcona Mietek starannie notował wszystkie poniesione koszty. Kiedy kwota przekroczyła 30.000,- złotych przestał liczyć. Poza pokaźnym wkładem finansowym Falcon wymagał wprost benedyktyńskiej pracy, tysiąca rysunków, wielu godzin spędzonych w warsztacie, nie mówiąc już o zaangażowaniu w ten projekt fachowców wykonujących prace, których Mietek sam nie był w stanie zrobić. Jak się zapewne domyślacie, czas ten został skradziony rodzinie, więc konstruktor motocykla nabawił się w domu „krzywości”. Ale warto było. Maszyna doskonale sprawdza się na szosie, jest wyjątkowym motocyklem, bo rzadko kto, szczególnie w naszym kraju, decyduje się na budowę motocykla sportowego od podstaw. Jednym słowem projekt Falcon po pięciu latach pracy zakończył się pełnym sukcesem. Teraz Mietek myśli o kolejnym, jeszcze bardziej zaawansowanym projekcie.

Artykuł pochodzi z numeru 2/2012

Sprawdź także

„Saważyk”

O tym jak pocięli ojcu Hondę opowiem innym razem, a teraz poznajcie tego bardzo zgrabnego …

Dodaj komentarz